Siatkówka. Wielkie brawa za Rzeszów

Wreszcie się doczekaliśmy. Po czterech kolejnych porażkach Tytan AZS zdobył punkty w PlusLidze. W poniedziałek w bardzo dobrym stylu ograł w Rzeszowie Asseco Resovię
Przed spotkaniem z rzeszowianami optymistów wśród kibiców akademików pewnie można było policzyć na palcach jednej ręki. Nie bez powodu. Z nielicznymi wyjątkami (dobre występy przeciwko Skrze i Zaksie) drużyna grała źle. W sumie, wliczając dwa pucharowe mecze z Halkbankiem Ankara, przegrała sześć razy z rzędu. Przełom nastąpił w najmniej spodziewanym momencie - w wyjazdowym pojedynku, w dodatku z rywalem, który grając wcześniej w swojej hali, jedynie mistrzom Polski z Bełchatowa oddał dwa sety. Przeciwko Resovii Tytan zagrał nie tylko z zębem, ale przede wszystkim wreszcie potrafił zaprezentować swoje sportowe atuty. Świetny mecz rozegrał Łukasz Wiśniewski, którego umiejętności docenił także trener kadry Andrea Anastasi ("Wiśnia" znalazł się w czternastce zawodników na turniej Pucharu Świata w Japonii). - Po takiej serii porażek nie mieliśmy już nic do stracenia. Wyszliśmy na pełnym luzie, no i poszło. Chcieliśmy, żeby nasza gra w końcu się skleiła, żeby to jakoś wyglądało, no i się wreszcie udało - cieszył się po meczu Wiśniewski, który zdobył siedem punktów blokiem, posłał trzy asy i atakował z blisko 70-procentową skutecznością. W Rzeszowie najlepszy mecz w sezonie zaliczył Krzysztof Gierczyński (został wybrany na MVP spotkania). Podobali się Dawid Murek i Fabian Drzyzga. Zresztą wkład w sukces miał każdy z zawodników, choćby rezerwowy atakujący Michał Kamiński, który zastępował Bartosza Janeczka i skończył sześć z siedmiu piłek, czy drugi ze środkowych Wojciech Sobala.

Częstochowianie grali cierpliwie, nie popełniali błędów, a dodatkowo bardzo mądrze zagrali w polu zagrywki. Zrezygnowali z mocnego serwisu na rzecz tzw. flota i to był strzał w dziesiątkę. - Zakładaliśmy, że nie będziemy psuć zagrywki, że Resovia może mieć problemy z flotem, i to się potwierdziło. To był jeden z kluczy do zwycięstwa.

Rzeszowianie mieli bardzo duże problemy w przyjęciu. Z flotami nie radził sobie nawet Krzysztof Ignaczak. Po trzech setach libero Asseco Resovii miał zaledwie 12-procentową skuteczność w tym elemencie. Mateusz Mika z kolei dogrywał pozytywnie 41 proc. piłek, ale tylko co dziesiątą perfekcyjnie. Obaj mieli też po trzy błędy na koncie. - Mówiliśmy przed meczem, że ta drużyna największą różnicę robi na zagrywce i dzisiaj to pokazała. Gdybym widział siebie po drugiej stronie siatki w takiej dyspozycji, to też bym z rezygnował z jakiejkolwiek mocnej zagrywki i bym zagrywał w siebie flota - kręcił głową niezadowolony Mika.

Po dwóch setach był remis, a w kolejnych gracze Tytana udowodnili, że naprawdę mają swój dzień. W czwartym potrafili najpierw odrobić czteropunktową stratę, a w samej końcówce dwa punkty przewagi Asseco Resovii. - Być może Resovia nas trochę zlekceważyła albo zagrała słabszy mecz, to się zdarza. My w końcu wykorzystaliśmy nadarzającą się okazję i zdobyliśmy trzy punkty - stwierdził Gierczyński. - Nikt z nas nie zakładał z góry, że ten mecz wygramy.

- Chcieliśmy zwyciężyć jak zawsze - mówił z kolei Mika, a trener Asseco Resovii Andrzej Kowal dodał: - Musimy zrobić wszystko, aby w następnym meczu grać z zaangażowaniem większym niż dziś i z większą motywacją.

ASSECO RESOVIA 1 (22, 25, 22, 22)

TYTAN AZS CZĘSTOCHOWA 3 (25, 20, 25, 25)

Asseco Resovia: Tichacek, Lotman, Perłowski, Grozer, Mika, Nowakowski oraz Ignaczak (libero), Grzyb, Gontariu, Achrem.

Tytan AZS: Drzyzga, Gierczyński, Wiśniewski, Janeczek, Murek, Sobala oraz Stańczak (libero), Oczko, Kamiński, Hebda.

W kolejnym meczu, już w najbliższy piątek Tytan AZS zmierzy się w hali Polonia (godz. 20) z Treflem Gdańsk.