Powstała Skra nowej ery

Efektowny budynek klubowy, sztuczna murawa z certyfikatem UEFA, całość kameralna, gustownie wykończona. Tak wygląda nowy stadion częstochowskiej Skry, która za sprawą prezesa Artura Szymczyka i kilku zapaleńców podniosła się z popiołów
Rozmowa z Arturem Szymczykiem

Ile to wszystko kosztowało i skąd wzięliście pieniądze na taką inwestycję?

Artur Szymczyk: Sporo. Na przykład sztuczna murawa 1,5 mln zł, ale wydaliśmy na nią mniej niż w przypadku obiektu w dzielnicy Północ czy na Rakowie. A uważam, że standard u nas jest wyższy. Robimy wszystko własnymi siłami. Niestety, nie doczekaliśmy się na pomoc z urzędu marszałkowskiego, o którą staramy się od dwóch lat. Dokumenty złożyliśmy w 2010 roku, ale przesunięto nas na 2011 rok, bo brakło funduszy. Teraz w październiku też odmówiono nam pomocy.

O jaką kwotę chodziło?

- 600 tys. zł. Nie powiem, że mieliśmy te pieniądze obiecane, ale myślę, że powinno się przynajmniej docenić to, co potrafiliśmy zrobić sami.

Murawa na nowym stadionie ma nawet certyfikat UEFA...

- Wyszliśmy z założenia, że jak coś robimy, to na najwyższym poziomie. Bez prowizorki. Trawa jest belgijska, położyła ją krajowa firma i musiała to zrobić dobrze, skoro przyjechali Anglicy i po analizie przyznali nam dwie gwiazdki i certyfikat UEFA. To 11. takie boisko w Polsce, ale dopiero trzecie pełnowymiarowe i pierwsze, które posiada system nawadniania. To bardzo ważne, bo latem, w okresie upałów, będziemy mogli schłodzić murawę wodą i jednocześnie nie będzie ona taka tępa. Komfort gry będzie dzięki temu zdecydowanie większy.

Skąd w ogóle pomysł na sztuczną murawę?

- Wynika z tego, że nie mamy boisk treningowych, a intensywne eksploatowanie boiska w warunkach pogodowych, jakie mamy w Polsce, po prostu prowadziłoby do regularnego niszczenia naturalnej murawy. Ze sztucznej możemy korzystać praktycznie non stop. Trenować, rozgrywać sparingi, mecze ligowe przez cały rok, nawet zimą. Teraz są takie środki chemiczne, że usunięcie lodu to żaden problem. Taki jest plan na najbliższy okres, ale w przyszłości chcemy przykryć boisko halą pneumatyczną. Gdybyśmy mieli naturalną nawierzchnię, nie byłoby to możliwe.

Taka inwestycja to kolejny potężny wydatek?

- Będzie kosztować około 2 mln zł. Jej montaż i demontaż odbywa się w ciągu dwóch dni. Czasza opleciona jest stalowymi linkami, a do środka wtłaczane jest ciepłe powietrze. Tak to wygląda technicznie. To produkt firmy z Katowic, ale bardzo znanej i cenionej. Z jej usług korzysta cała Europa: Szwedzi, Holendrzy, Niemcy.

Będziecie chcieli zarabiać na wynajmowaniu przykrytego boiska?

- O ile będzie taka potrzeba i wolne terminy, to na pewno nie odmówimy klubom z okolicy. Tym z zewnątrz też, a chętni na pewno się znajdą, bo na Śląsku nie ma nawet jednego pełnowymiarowego boiska ze sztuczną nawierzchnią, w dodatku o tak wysokim standardzie. O ile uda się poprawić infrastrukturę wokół stadionu - a mówię tu przede wszystkim o zapleczu parkingowym - to będziemy też chcieli organizować mecze międzypaństwowe. Powiedzmy, z udziałem reprezentacji kobiet czy młodzieżowych. Ale to bardziej w okresie letnim.

Kiedy oficjalne otwarcie stadionu?

- Chcieliśmy to połączyć z meczem mistrzowskim w III lidze. Prace trochę się jednak przeciągały i uznaliśmy, że w tej sytuacji lepiej przenieść otwarcie na wiosnę. Choćby po to, aby kibice nie marzli i z przyjemnością spędzili czas na stadionie. Wiosną taka impreza będzie miała swój klimat.

Równocześnie z budową stadionu walczycie w sądach o odszkodowanie za zabrany stadion przy ul. Grunwaldzkiej. Na jakim to jest etapie?

- Ten temat budzi wiele kontrowersji i dyskusji. Niektórzy, widząc to, co się dzieje przy Loretańskiej, uważają, że my odszkodowanie już dostaliśmy. Nie dostaliśmy i może się tak zdarzyć, że w ogóle go nie dostaniemy, ale do końca będziemy o nie walczyć. Wyroki, jakie zapadają w sądach, świadczą o tym, że racja jest po naszej stronie, ale sprawa ciągnie się już długo i przekazywana jest do coraz to innej instancji. W tej chwili zajmuje się nią Sąd Najwyższy w Warszawie. Ile to jeszcze potrwa, nie wiem. Podejrzewam, że kilkadziesiąt miesięcy.

Od kogo domagacie się odszkodowania?

- Od skarbu państwa. Osoby, które podejmowały tę krzywdzącą dla Skry decyzję, od lat nie pełnią już swoich funkcji, więc skarżyć ich nie możemy. Argumenty mamy silne. Podstawowy to taki, że Skra miała wieczystą dzierżawę na teren, na którym znajdował się stadion, do 2072 roku. Ta umowa została bezprawnie zerwana, a wyroki, jakie zapadają, są tego dowodem. Odzyskać tych nieruchomości już nie możemy, bo są w posiadaniu osób trzecich, ale odszkodowanie się klubowi należy. Żądamy 10 mln zł zadośćuczynienia, które chcemy zainwestować w infrastrukturę oraz sam klub.

Właśnie, przydałoby się dokupić trochę zapuszczonych terenów przylegających do stadionu przy Loretańskiej, bo jest tam bardzo ciasno.

- Drążyliśmy ten temat w urzędzie miasta. Ostatnio odwiedził nas prezydent Jarosław Marszałek, który zobaczył, co już zrobiliśmy, i dowiedział się, co by się jeszcze przydało. Ale wiemy, jakie teraz są czasy. Kryzys nie sprzyja takim inwestycjom i wygląda na to, że będziemy musieli liczyć na siebie. Pewnie trzeba będzie odczekać trochę i wrócić do tematu później. Niewykluczone, że do momentu, kiedy uzyskamy odszkodowanie.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki

Skomentuj:
Powstała Skra nowej ery
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX