Menedżer Drabik zrobi klimat

Sławomir Drabik ma być jeżdżącym menedżerem drużyny Włókniarza. - Niczego jeszcze nie podpisałem, ale wchodzę w to - przyznaje 46-letni żużlowiec. I dodaje: - Na motocykl też bym jeszcze wsiadł, ale nic na siłę
Rozmowa ze Sławomirem Drabikiem

Tadeusz Iwanicki: Będziesz menedżerem Włókniarza. Czy to już pewne?

Sławomir Drabik: Niczego jeszcze nie podpisałem, ale wchodzę w to.

To znaczy? Wiesz, jakie będziesz miał obowiązki?

- Takich szczegółów jeszcze nie obgadywaliśmy, ale do mnie będzie należało przygotowanie toru, treningów, kontakty z zawodnikami, ustawienie drużyny. No i zrobienie klimatu, czyli to, co najprzyjemniejsze (śmiech ). Nie ma tego aż tak dużo, żeby się pogubić. Dam radę. Do pomocy będę miał Jarka Dymka, który robił to w ostatnim sezonie.

Właśnie Jarek Dymek przekonał się na własnej skórze, jak trudne to zadanie. W barażu popełnił błąd, o którym mówiła cała Polska i który rywale chcieli wykorzystać, aby wyrzucić Włókniarza z ekstraligi.

- To się zdarza. Jak się nic nie robi, to się błędów nie popełnia. Ja go rozumiem. Złego słowa bym mu nie powiedział.

Myślisz o zrobieniu kursu trenerskiego?

- Podstawowy mam, a generalnie trenerka mnie za bardzo nie kręci. Wolę rolę promotora menedżera, który ma coś poustawiać, podpowiedzieć. Tak jak w Anglii.

Prezes Polaczek powiedział, że masz być jeżdżącym menedżerem. Rzeczywiście, masz jeszcze ochotę się pościgać?

- Na motocykl bym jeszcze wsiadł, ale nic na siłę. Jak będę wiedział, że jestem do tego przygotowany i poczuję chęć jazdy, to może spróbuję w jakimś meczu w Częstochowie. Teraz czuję, że materiał jest trochę zmęczony. Po Rybniku zeszło ze mnie powietrze.

Właśnie, miniony sezon był dla ciebie stracony.

- Pełna plajta, szkoda gadać. O finanse się szarpię, sprawa jest w sądzie i zobaczymy, co z tego będzie. Po pierwszym meczu było super, atmosfera, kibice potrafili się zachować. Myślałem, że to jest to, a potem wyszła kicha. Szkoda, bo Rybnik nie był jedynym klubem, w którym mogłem pojeździć. Straciłem sezon i kasę. Bo w sprzęt trzeba było coś zainwestować.

Co myślisz o tym, aby w nowym sezonie Włókniarz ścigał się na przyczepnym torze?

- Na pewno nie będzie tak, że na treningu tor jest inny, a na meczu inny. Przerabialiśmy to za trenera z wąsem (śmiech ) i trzeba się było szarpać. Chłopacy jeżdżą i oni decydują. Nie da się zrobić toru dla każdego, ale można pogadać i coś ustalić. Przy nowych rurach [tłumikach - przyp. red.] jeżdżenie na przyczepnym torze nie jest łatwe. To jest tak, jakbyś ręczny hamulec zaciągnął. Można próbować robić "pod koło", żeby można się było czegoś złapać.

Czyli będzie tak jak lubi Griszka?

- Przesypująca się, luźna nawierzchnia. Nic więcej. Bronowanie odpada, to już nie te czasy.

Uważasz, że Włókniarz ma silniejszą drużynę niż w minionym sezonie?

- Skład nie jest słaby, może nawet deko silniejszy. Doszedł "Jabłuszko" [Mirosław Jabłoński - przyp. red.], jest młody, ale w ekstralidze powinien sobie poradzić. Zengota też ma potencjał. Tor mu ponoć pasuje, więc powinien zrobić postęp, i to duży. On ma zaplecze, konkretnego gościa od sprzętu i wie, czego chce.

A inni? Szombierski, Harris?

- Anglika wszyscy znają. Szombierski ma trzymać gaz, a nie machać ręką. To fajny chłopak, tylko że za bardzo się zluzował. Powiedzmy, że cały czas był w wirażu, a nie mógł wyjść na prostą. Z tego, co wiem, umowę ma motywującą. Ma dużo do udowodnienia i przemyślenia.

Myślisz o wspólnych przygotowaniach dla Polaków?

- Słyszałem coś o jakimś obozie, ale co i kiedy, nie wiem. Prezesi za dużo mieli ostatnio na głowie. Chłopaki jak zawsze mają swoje koncepcje przygotowań. Jakieś crossy i te sprawy. Jak już popodpisywali kontrakty, to chyba nie po to, żeby odpuścić zimę.

Dla ciebie zima to tradycyjnie ściganie na lodzie.

- Chciałem jechać w święta na jakieś narty, ale klimat mamy jak w grocie solnej i odpuściłem. Trzeba by było pomyśleć o lodowcu. A lód będzie. 7 stycznia w Opolu, a w sobotę 21 u nas.

Są już jakieś konkrety związane z twoją galą?

- Jedziemy o 17. Listy startowej jeszcze nie mam, ale przed Opolem chcę mieć to za sobą. "Skóra", "Ogór", "Miedziu", Czajka - oni mają być, a resztę ekipy się zmontuje. Dobrze, że lodowisko jest po remoncie, bo w ubiegłym roku była totalna prowizorka. Nikt nie narzekał, ale warunki były kiepskie. Namioty i te sprawy, nawet nie było się gdzie zagrzać.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki