Sport.pl

Grzegorz Zengota: Chcę być szybki i wygrywać

Wierzę w siebie. Pracuję nad kondycją, robię też spore zakupy sprzętu. Myślę, że 2012 rok będzie dużo lepszy i dla mnie, i dla Włókniarza - mówi nowy żużlowiec częstochowskiego klubu Grzegorz Zengota
Rozmowa z Grzegorzem Zengotą

Tadeusz Iwanicki: Trudno ci było opuścić Zieloną Górę?

- Nie było łatwo. Ja od dzieciaka przychodziłem na stadion Falubazu, tam się wychowałem, wszystkiego nauczyłem. Cieszę się, że potrafiliśmy się rozstać w przyjaznej atmosferze. Odszedłem, ale wiem, że tam drzwi zawsze będą dla mnie otwarte. Mam nadzieję, że Zielona Góra nie będzie mi miała za złe tego, że jestem w Częstochowie, a Częstochowa wybaczy że gdzieś tam, w sercu, będę z Zieloną Górą. Chociaż zapewniam, że jestem profesjonalistą.

Grzegorz Zengota to fighter, "startowiec", a może ma jakieś inne cechy, o których kibice nie wiedzą?

- Poznamy się na stadionie. Sami ocenicie, jakim jestem zawodnikiem i co mam w sobie. Mam nadzieję być szybki, mijać rywali i wygrywać.

Włókniarz to był twój pomysł czy ktoś ci polecił klub z Częstochowy?

- Włókniarz był zawsze dla mnie otwarty. Gdy potrzebowałem umyć motocykle po zawodach, potrenować, nigdy mi nie odmówiono pomocy. To miało swoje znaczenie, chociaż nie ukrywam, że rozmawiałem też z kilkoma osobami, m.in. z Grześkiem Walaskiem, który w Częstochowie spędził część swojej kariery. Polecał mi ten klub i na pewno miał wpływ na moją decyzję. Co poza tym? Duże znaczenie miał tor, na jakim jeździ Włókniarz. Jest szybki, odpowiadał mi i mam nadzieję, że nadal będzie odpowiadał. Że będę na nim zdobywał wiele punktów i dawał w ten sposób satysfakcję kibicom.

Inaczej mówiąc, masz nadzieję być jednym z najlepszych zawodników w drużynie?

- Mam. Żeby tylko omijały mnie kontuzje i problemy, jakie miałem w ubiegłym sezonie. Byłem do niego bardzo dobrze przygotowany, a już na początku przyszło mi zweryfikować plany. Mimo tych kłopotów sezon nie był najgorszy. Zakończyłem go pozytywnie i dzięki temu mogę optymistycznie myśleć o przyszłości. Wierzę w siebie. Pracuję nad kondycją, robię też spore zakupy sprzętu. Myślę, że 2012 rok będzie dużo lepszy i dla mnie, i dla Włókniarza.

Od kiedy trenujesz?

- Od 1 grudnia. Mam prywatnego trenera, sporo jeżdżę na crossie. Najwcześniej, jak tylko pozwoli pogoda, wyjadę na tor.

Jak postrzegasz nową drużynę Włókniarza?

- Mam nadzieję, że się szybko zgramy i dogadamy pod każdym względem. Życzyłbym sobie, żeby tak było na torze i poza nim. Gdy się w drużynie wymienia doświadczeniami, w bardzo dużym stopniu to pomaga. Liczę, że będziemy mieć to coś, czego zabraknie zespołom zbudowanym z samych tuzów, czyli atmosferę i wielką chęć wygrywania. Jestem dobrej myśli. Jest fajna grupa, fajny trener, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Byłbym ostrożny, planując sukcesy, ale awans do play-offów byłby wskazany. A jeżeli ten cel uda się osiągnąć, to wiele może się zdarzyć.

Jakie znaczenie miało dla ciebie to, że będziesz jeździł w jednej drużynie z "Griszką"?

- Bez "Griszy" to nie byłaby już ta sama drużyna, o zwycięstwa byłoby dużo trudniej. Każdy wie, jaki to zawodnik, i możemy się tylko cieszyć, że jest z nami.

Z tym składem baraże Włókniarzowi chyba nie grożą?

- Na pewno nikt by tego nie chciał. Mamy fajną drużynę, która, miejmy nadzieję, osiągnie coś więcej. Pamiętamy, że to jest żużel, a siły w ekstralidze są bardzo wyrównane. Tak naprawdę baraż może się przytrafić każdemu. Włókniarz już w ostatnim sezonie mimo problemów miał ciekawy, poukładany skład, za co wielki szacunek należy się prezesowi Maślance. Jestem zdziwiony, że pan Marian prezesem już nie jest, ale mam nadzieję, że będzie blisko drużyny i pomoże nam w odnoszeniu zwycięstw. Swoją drogą to dobrze, że w klubie są nowi ludzie, którym zależy na tym, aby Włókniarz wrócił na szczyt.

Jakie masz plany indywidualne?

- Fajnie by było awansować do finału mistrzostw Polski czy przebić się do Grand Prix Challenge. Dwa lata temu byłem bardzo blisko tego drugiego celu; błąd, jaki popełniłem na torze, spowodował, że go nie osiągnąłem. Wierzę, że teraz się uda. I w kraju, i na arenie międzynarodowej.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki

Więcej o: