Piłka nożna. Sebastian Synoradzki: Graliśmy honorowo, do końca

- Po ostatnim spotkaniu sam podziękowałem za współpracę i oznajmiłem, że odchodzę - mówi były już trener Unii Rędziny Sebastian Synoradzki, którego zespół spadł do ligi okręgowej.
Artur Kucharski: Pod koniec rundy jesiennej podjął się Pan trudnego zadania ratowania dla Unii Rędziny IV ligi. Nie udało się...

Sebastian Synoradzki: Zaryzykowałem i chciałem utrzymać ten klub, bo początek sezonu w wykonaniu Unii nie był za dobry. Okazało się jednak, że mieliśmy za dużą stratę z jesieni by myśleć o korzystnym wyniku na wiosnę. Gdy przejmowałem zespół to nie było wiadomo, co się będzie dziać wiosną w klubie. W sumie teraz też nie wiadomo, jak skończy Unia. Czy zagra w lidze okręgowej, czy nie. Ja po ostatnim spotkaniu sam podziękowałem za współpracę i oznajmiłem, że odchodzę.

Pod koniec sezonu, gdy wiadomo było, że spadniecie, miał Pan już jakieś propozycje pracy z innych klubów?

- Na razie chciałbym odpocząć od piłki, bo ostatnie miesiące były dość męczące. Na tę rundę miałem większe ambicje, ale skończyło się degradacją. Zagraliśmy jednak honorowo, do końca. Przyznaję, że trudno się pracuje w klubie, który nie ma swojego boiska, nie ma kibiców, a całe biuro, piłki, sprawozdania znajdują się w bagażniku samochodu.

Co będzie dalej z Unią?

- O to trzeba już pytać prezesa. Ja odchodzę. Z tego co wiem, to główny sponsor Unii, który utrzymywał klub przez ostatnie lata też ma już wszystkiego dość. Nikt w gminie nie pomaga Unii, która nie może doprosić się od lat swojego boiska tylko tuła się po różnych obiektach. Ja się z Unią żegnam, ale życzę jej wszystkiego najlepszego.

Rozmawiał Artur Kucharski