Wszyscy lobbują na rzecz AZS-u, ale na razie bez efektów. A czas ucieka

Częstochowski AZS walczy o przetrwanie. Liczy na wsparcie miasta. - Staramy się pomóc, ale znaleźć dodatkowe pieniądze będzie bardzo trudno. Sami musimy zacisnąć pasa - mówią w magistracie. Rozmowa z Aleksandrem Wiernym, naczelnikiem miejskiego wydziału kultury, promocji i sportu.
Tadeusz Iwanicki: Problemy AZS-u to teraz w częstochowskim sporcie temat numer jeden. Jak miasto zamierza pomóc klubowi, czy w ogóle zamierza?

Aleksander Wierny, naczelnik miejskiego wydziału kultury, promocji i sportu: - Miasto pomaga AZS-owi. Przypomnę, że nakłady na sport wzrosły w porównaniu z ubiegłym rokiem o 30 procent, a jeśli chodzi o AZS ta proporcja wygląda jeszcze lepiej. Z tytułu promocji miasta poprzez sport klub dostał 190 tys. zł więcej, w sumie 460 tys. zł. Dodam, że to nie jest jedyny sposób, w jaki staramy się pomóc AZS-owi. Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk jest zaangażowany w lobbowanie na rzecz częstochowskiego sportu. Sam brałem udział w spotkaniach z firmami, podczas których mówił, że warto i trzeba inwestować w sport. Uczulał też jednostki podległe miastu na problemy naszych klubów. Prosił, aby pomagać, jak tylko się da. Efekt jest taki, że Agencja Rozwoju Regionalnego rozesłała wspólnie z AZS-em oferty do 150 przedsiębiorców z naszego regionu. W przyszłym tygodniu prezydent spotyka się z przedsiębiorcami i też będzie namawiał do tego, aby pomóc klubowi. Jak widać, miasto stara się pomóc, na ile może. Jeśli chodzi o wydatki z budżetu to znalezienie jakichkolwiek dodatkowych środków jest bardzo trudne. Przypomnę, że niedofinansowana jest nasza oświata, że pieniędzy brakuje także w każdym innym wydziale. Sytuacja jest trudna, a będzie jeszcze trudniejsza, gdyż ministerstwo finansów zmusza nas dodatkowo do oszczędności. Mówiąc kolokwialnie: będziemy musieli wyciąć z budżetu miasta 10 mln zł. Mój wydział, czyli odpowiedzialny za sport, zmniejszy swój stan posiadania o 937 tys. zł.

Lobbowanie to jedno, ale liczą się efekty. Można o takich mówić?

- Miejmy nadzieję, że przyjdą. Musimy sobie zdać sprawę, o czym mówi też prezes AZS-u Konrad Pakosz, że w związku z kryzysem o pieniądze sponsorskie jest trudniej.

Czas jednak ucieka. AZS ma kilka tygodni na zbudowanie budżetu, co jest warunkiem przystąpienia do rozgrywek PlusLigi. Jeśli się nie uda, pierwszy raz od 25 lat Częstochowy nie będzie w siatkarskiej elicie.

- Wierzę, że te wszystkie działania prezydenta i klubu przyniosą pozytywny skutek. Przypomnę, że w ubiegłym roku Włókniarz miał podobne problemy w newralgicznym momencie i udało się je zażegnać. Oby ten scenariusz powtórzył się w przypadku AZS-u.

Prezes Pakosz spotykał się ostatnio z władzami miasta. Z tych spotkań coś konkretnego wyniknęło?

- Odpowiadając na to pytanie mogę powtórzyć to, co powiedziałem wcześniej. Będziemy się wspólnie starać, aby problem rozwiązać.

Mówiąc o konkretnych sumach, AZS w tej chwili nie może liczyć na więcej niż 460 tys. zł brutto, które zostały już wcześniej zabudżetowane?

- W tej chwili będzie to bardzo trudne, ale cały czas tych dodatkowych pieniędzy szukamy.

Komisja Sportu przy radzie miasta wnioskuje, aby przeznaczyć dodatkowe 1,6 mln zł na promocję miasta przez sport oraz dodatkowe środki na dokończenie remontu stadionu żużlowego. Biorąc pod uwagę to, co słyszę, ta propozycja nijak się ma do możliwości miasta.

- Wszyscy byśmy chcieli, aby kluby dostawały więcej pieniędzy, zwłaszcza te, które promują Częstochowę. W tej chwili nie ma jeszcze projektu przyszłorocznego budżetu miasta, ale oba wnioski będą szczegółowo analizowane. Prognozy, wskaźniki makroekonomiczne pokazują jednak, że o dodatkowe środki może być trudno.

Senator Andrzej Szewiński sugeruje, że miasto, nie bacząc na problemy, powinno wydawać na sport - w tym m.in. na promocję przez sport - więcej, bo inwestuje mniej niż inni.

- Senator Szewiński jest przewodniczącym Rady Sportu przy prezydencie i na pewno dokładnie śledzi sytuację miasta. Musimy mierzyć siły na zamiary i tak właśnie robimy.

Problem AZS-u nierozłącznie wiąże się z problemem - bo tak już chyba można mówić - nowej hali widowisko-sportowej na Zawodziu, która lada moment zostanie oddana do użytku. Hala bez AZS-u grającego w PlusLidze może stać pusta. Jej otwarcie miało być połączone z Memoriałem Arkadiusza Gołasia, ale dziś wątpliwe jest, by impreza w ogóle się odbyła.

- Problem jest szerszy i znowu muszę powołać się na kryzys. Bardzo ciężko będzie zagospodarować tę halę. Wierzę jednak, że AZS mimo wszystko będzie jednym z magnesów do niej przyciągających, ale nie może też być jedynym. Muszą z niej korzystać inne częstochowskie kluby - jeżeli nie z głównej areny, to z bocznych - że muszą się w niej odbywać koncert, targi i dziesiątki innych imprez. Problem jednak jest i mam nadzieję, że AZS pomoże nam go chociaż w części rozwiązać.

Wydaje się, że dodatkowa inwestycja w AZS mogłaby zaowocować mniejszymi wydatkami na utrzymanie hali. Mówiąc inaczej: miasto dając dodatkowe środki klubowi może stracić mniej. A jeżeli nawet nie, to przynajmniej zyskać promocyjnie.

- Na pewno jest to jedno z rozwiązań i jest w nim jakaś logika, ale jeszcze raz powtórzę to, o czym mówiłem wcześniej. Miasto jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej i szuka najlepszego rozwiązania, które umożliwiłoby funkcjonowanie AZS-u i hali.

Ile będzie kosztowało utrzymanie nowej hali?

- Trudno w tej chwili wyliczyć wszystko co do złotówki. Wszystko będzie zależało od tego, jak wiele da się w nowej hali zorganizować, a tego do końca nie wiemy. Szacunkowo ta kwota może oscylować w granicach 1,5 do 2 mln zł.

Operatora nie udało się znaleźć, kto w takim razie będzie gospodarzem hali?

- Pomysł jest taki, aby obiekt przejął Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. W związku z wyczerpaniem formuły przetargowej [miasto ogłosiło dwa przetargi, ale nikt się nie zgłosił - przyp. red.] jest taka możliwość. Czekamy na ostateczną decyzję Urzędu Marszałkowskiego, który dofinansowywał inwestycję, ale wygląda na to, że to MOSiR będzie zarządzał halą na Zawodziu.

A co z pomysłem, aby w hali gospodarzył AZS? W pewnym stopniu byłoby to uzasadnione.

- W tej chwili nie jest to możliwe ze względów proceduralnych. AZS nie przystąpił do przetargu, ponieważ nie miał doświadczenia w zarządzaniu tego typu obiektami, a to był jeden z warunków, jakie postawiliśmy. To była zbyt poważna inwestycja, aby powierzyć ją komuś bez doświadczenia.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki