Grzegorz Fijałek pojechał do Londynu. Przystanek miał w Częstochowie

- Czuję się świetnie, grając na piachu, i na razie na tym piachu będę grał - mówi siatkarz plażowy, absolwent częstochowskiego LO im. Norwida, który właśnie rozpoczyna walkę o olimpijski medal.
Siatkówka plażowa to młodsza siostra siatkówki halowej. Stale rośnie jej popularność. Odkąd w Łodzi w Szkole Mistrzostwa Sportowego wybudowano tzw. balon, w którym można trenować plażówkę zimą, to polskie pary zaczęły odnosić sukcesy. Ale tylko jedna zakwalifikowała się na olimpiadę. W Londynie o medale będą walczyć pochodzący z Andrychowa 25-letni Grzegorz Fijałek i o rok starszy Mariusz Prudel z Rybnika. Fijałek przez kilka lat był związany z Częstochową.

Moim trenerom za wszystko dziękuję

- Siatkówką zaraziłem się w domu jako mały chłopiec - wspomina swoje początki Fijałek. - Cała moja rodzina grała w siatkę, więc ja też byłem na nią skazany. Na początku grałem w Andrychowie, później na czas liceum przeniosłem się do Częstochowy. W przerwach między sezonami wypełniałem wolny czas, grając na piasku.

Fijałek to absolwent częstochowskiego LO im. Norwida. Tu uczył się w klasie sportowej. Tu też stawiał pierwsze poważne kroki w siatkówce. Po zdaniu matury postanowił zająć się wyłącznie siatkówką plażową. - Po "Norwidzie" trzeba było wybrać, czy zostaję i gram w hali, czy idę próbować sił na piasku - mówi "Gazecie" Fijałek.

Fijałek nie zapomina jednak o Częstochowie. Poznał tu przyjaciół i trenerów, którzy umiejętnie pokierowali jego rozwojem.

- Treningi w "Norwidzie" wspominam miło - mówi Fijałek. - Nauczyłem się wiele pod okiem trenera Janusza Sikorskiego. To on otworzył mi oczy na siatkówkę i przekazał wiele cennych wskazówek. Później pracowałem w "Norwidzie" z trenerem Adamem Kowalskim, który bardziej ukierunkował moją grę w kierunku seniorskim. Od wszystkich trenerów wyciągnąłem dużo dobrego, za co im teraz bardzo dziękuję. Obecnie naszym szkoleniowcem na piasku jest Słowak Martin Olejnak. Pokazał nam, na czym polega siatkówka plażowa w jej najlepszym wykonaniu.

Fijałek jak na siatkarza nie jest wysoki, ma tylko 187 cm. Jego partner Mariusz Prudel ma cztery centymetry więcej. - Jest bardzo skoczny i ma duży potencjał w ataku - wylicza zalety Fijałek. - Najważniejsze jest to, aby dogadywać się na boisku. Poza nim każdy ma swoje prywatne życie.

Fijałek w wolnym czasie lubi czytać książki, oglądać filmy. - Gram też w bilard - dodaje.

Dziesięć miesięcy poza domem

Polscy siatkarze w poprzednim roku zostali sklasyfikowani na czwartym miejscu w rankingu i dzięki temu już w 2011 roku wywalczyli olimpijską nominację. Wysoką pozycję zagwarantowali sobie dzięki bardzo dobrej postawie w World Tourach, gdzie dwukrotnie grali w finałach w norweskim Stavanger i w polskich Starych Jabłonkach. Podczas mistrzostw świata w Rzymie zajęli bardzo wysokie, piąte miejsce. - Oba te sukcesy są dla nas bardzo ważne - mówi z dumą Fiałek. - Na pewno bardziej cieszy medal zdobyty u siebie, czyli w Starych Jabłonkach, gdzie graliśmy w finale WT i zajęliśmy drugie miejsce. Ale piąta pozycja na pierwszych naszych mistrzostwach świata też była dla nas niesamowitym osiągnięciem.

Jednak takie sukcesy kosztują - trzeba poświęcić się wyłącznie siatkówce plażowej. - Nie liczę dokładnie, ale około dziesięciu miesięcy w roku jesteśmy w rozjazdach, na zgrupowaniach, turniejach - szacuje Fijałek. - Najlepszym miejscem do pracy jest dla mnie Los Angeles. Niesamowity klimat tego miejsca pobudza do treningów i ciężkiej pracy. Jeżeli chodzi o ulubiony turniej, jest ich kilka: w austriackim Klagenfurcie, w szwajcarskim Gstaad. Każdy ma niesamowity klimat i atmosferę. Nie można zapomnieć też o Starych Jabłonkach.

Siatkarze często podróżują po świecie, co czasem jest uciążliwe. Często skarżą się na zbyt krótkie łóżka w hotelach. - Na szczęście nie jestem zbyt dużym siatkarzem, więc z tym nie mam problemu - śmieje się Fijałek. - A jeżeli jakieś łóżko mi nie odpowiada, ale bardziej pod względem miękkości materaca, to biorę kołdrę i śpię na podłodze.

Po Londynie - Jabłonki

Pierwszy mecz w Londynie Fijałek i Prudel zagrają w sobotę 28 lipca. - Nie stawiamy sobie konkretnych celów - zastrzega absolwent "Norwida". - Po kontuzji, którą wyleczyłem, chciałbym jak najszybciej się odnaleźć. Wydaje mi się, że już niewiele mi brakuje do najlepszej dyspozycji.

W wiosce olimpijskiej siatkarze będą mieszkać ze światową czołówką sportsmenów. - Ta atmosfera będzie czymś niesamowitym. To bezcenne przeżycie - wyznaje Fijałek.

Fijałek i Prudel to także światowa czołówka. Czy ich sukcesy sportowe przekładają się na popularność? - Nie, nie jesteśmy jakoś specjalnie rozpoznawani - przyznaje Fijałek. - Owszem, zdarzają się kibice poznający nas na ulicach, ale sporadycznie.

Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel poświęcają się treningom na piasku. Czy myślą o powrocie do hali? Działacze częstochowskiego Delic-Polu Norwida potwierdzają, że karta zawodnicza Fijałka jest w Częstochowie, a kibice mają nadzieję, że kiedyś jeszcze zagra w Delic-Polu Norwidzie. - Tak naprawdę to nie wiem, gdzie jest moja karta - przyznaje Fijałek. - Wiem, że SMS Łódź starał się o nią. Nie widzę problemów, aby to tam właśnie była. W SMS-ie Łódź jest teraz moja baza, tam też studiuję. Czuję się świetnie, grając na piachu, i na razie na tym piachu będę grał.

Co po olimpiadzie?

- Zapraszam wszystkich kibiców na turniej wielkiego szlema w sierpniu do Starych Jabłonek - mówi Fijałek. - Jeżeli chcecie oglądać najlepszy na świecie beach volleyball, to właśnie tam!