Kamila Kmiecik: Wybrałam piłkę nożną i nie żałuję

Siniaki, urazy? Po pierwsze, to faceci są mniej odporni na ból. Po drugie, krzywdę można sobie zrobić na nierównym chodniku.
Rozmowa z Kamilą Kmiecik

Tadeusz Iwanicki: W niedzielę zdobyłaś z koleżankami złote medale w Polskiej Lidze Futsalu. Był szampan i łzy szczęścia. To takie kobiece...

Kamila Kmiecik, rozgrywająca drużyny ISD AJD Gol Częstochowa: Były łzy, ale nie dlatego, że jesteśmy kobietami. To już nasz trzeci złoty medal! Wcześniej były też srebrny i brązowy. Tytuł mistrzyń Polski od dwóch lat jest w naszych rękach. Cieszymy się, bo dzięki temu mamy sponsorów, jakieś pieniądze z miasta. Piłkę kobiecą dotknął kryzys, ale jakoś dajemy sobie radę. Między innymi dzięki sukcesom w futsalu.

A co z sukcesami na trawie? Od kilku sezonów nie możecie się przebić do ekstraligi.

- Nie możemy, bo w Częstochowie nie ma pieniędzy na to, żebyśmy w niej grały. Żeby awansować, musielibyśmy wzmocnić kadrę. Klubu na to nie stać, więc w drużynie są tylko wychowanki. Ale dzięki temu mamy superatmosferę. Prezes Włodzimierz Seifryd dba o nas, jak może, a my gramy, jak potrafimy. Może w tym sezonie się uda? Łatwo nie będzie, bo niektóre dziewczyny nie zawsze są do dyspozycji. Uczą się, studiują, pracują. Poza tym my, grając w Polskiej Lidze Futsalu, nie mamy pełnych przygotowań do ligi na trawie. Przeskakując z hali na trawę, nadrabiamy zaległości w trakcie sezonu.

Jak Kamila Kmiecik trafiła do futbolu?

- Pochodzę z Zawad. Prezes Seifryd przyjechał na jakiś szkolny turniej i mnie wypatrzył. Grałam trochę w Olimpijczyku, a potem był już tylko Gol. Teraz miała być Unia Racibórz, mistrz Polski. Przygotowywałam się z tą drużyną, ale wróciłam do Częstochowy. Racibórz ma kłopoty i sobie podziękowaliśmy. Nie powiem, że to jest moja porażka, bo nie jest. Nie czułam się słabsza, tylko w Unii nie mogli mi zapewnić tego, na co się umawialiśmy.

A co z kadrą?

- Tutaj też jest problem. Do kadry powołał mnie trener Roman Jaszczak, pojechałam na zgrupowanie, na którym było blisko 40 zawodniczek, walczyłam o swoje i wywalczyłam. Niestety, trener się zmienił. Powołał zawodniczki praktycznie tylko z ekstraklasy, a mnie pominął. Jestem zawiedziona, ale dostałam powołanie do kadry w futsalu i jest szansa, że pojedziemy na mistrzostwa świata.

Ile lat już biegasz za piłką?

- Dwanaście. Emerytura... (śmiech). Pamiętam początki w klubie, treningi i mecze na dziurawym boisku na Aniołowie, budy bez wody, w których się przebierałyśmy. Brakowało na wszystko, ale prezesowi jakoś udawało się nas zachęcić do grania. To było takie beztroskie, mile wspominam tamte czasy. Pierwsze sukcesy też. A wywalczyłyśmy m.in. awans do Pucharu UEFA i zagrałyśmy w tych rozgrywkach. To było coś.

Kilka z was zrobiło reprezentacyjną karierę, niektóre wyjechały za granicę.

- Z wychowanek Agnieszka Winczo gra w Niemczech, w ekstraklasie są Karolina Bochra i Marta Mika. Jak na taki klub jak nasz, bez swojego boiska, to sporo.

Futbol to męska gra, pełno w nim twardych starć, urazów. Siniaki to rzecz normalna. Jak dajesz sobie z tym radę?

- Po pierwsze, udowodnione zostało, że to faceci są mniej odporni na ból. Po drugie, krzywdę można sobie zrobić na nierównym chodniku. Ja uprawiam sport i wiem, że coś może mi się stać. Wybrałam piłkę i nie żałuję.

Dlaczego akurat piłkę?

- Dwaj bracia lubili w nią grać. Chodziłam z nimi na boisko, kopałam i tak już zostało.

Za grą poszło też zainteresowanie futbolem?

- Niektóre dziewczyny oglądają mecze, dyskutują o nich, ja nie. Wolny czas wolę poświęcić sobie. Pójść na siłownię, na basen, pobiegać. Od czasu do czasu coś obejrzę w telewizji, ale rzadko. Jestem zbyt aktywna, żeby siedzieć przed telewizorem

Dużo mówisz o Włodzimierzu Seifrydzie. Jest prezesem Gola i waszym trenerem. Jaki to człowiek?

- Mówię, bo jest tego wart. Bez niego tego wszystkiego by nie było. Klubu, sukcesów, dziewczyn. On to stworzył i jestem pełna podziwu, że tyle lat się to kręci. Gdzie indziej coś powstaje, ale szybko się kończy. A jaki jest prezes? Czasami porywczy, czasami dobry jak ojciec. Ogólnie to pozytywny człowiek. Tak samo jak trener Karol Bodziachowski. Obaj nie tylko nas trenują, ale i wychowują.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki

Skomentuj:
Kamila Kmiecik: Wybrałam piłkę nożną i nie żałuję
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX