Sport.pl

Marian Maślanka o szansach Włókniarza. O wyniku może zadecydować... "głowa"

W półfinale tegorocznych rozgrywek żużlowej ekstraligi żużlowcy Włókniarza zmierzą się z Unibaksem Toruń. Słychać opinie, że będzie to rewanż za wygrany przez częstochowian finał w 2003 roku
- Czy pan też tak na to patrzy? - pytamy Mariana Maślankę, który jako prezes doprowadził Włókniarza do sukcesu w 2003.

- Nie zapominajmy, że z Toruniem zmierzyliśmy się także w półfinałach w 2009 roku (do finału awansowali torunianie - red.), jest to więc rywal, który dość często staje na drodze Włókniarza w meczach o najwyższą stawkę.

Jak pan widzi szanse obu zespołów?

- Trzeba by zacząć od tego, że to są play-offy, a tu nie zawsze, niestety, wygrywa lepszy. Jeden upadek, kontuzja, defekt może spowodować, że drużyna traci szanse na awans. Tak było z nami w 2008 roku. Wygrywaliśmy wszystko jak chcieliśmy, byliśmy pewnym kandydatem do tytułu, a w rewanżowym meczu z Lesznem w drugim biegu upadli Sebastian Ułamek i Lee Richardson i wszystko się posypało. Drużyna była tak rozbita, że nie zdobyła nawet brązowego medalu. To są koszty tego systemu rozgrywek, bo nie ulega wątpliwości, że najsprawiedliwsza jest tradycyjna liga. Dzisiaj stawia się jednak na emocje, adrenalinę. Tak jest nie tylko w żużlu, ale właściwie wszystkich grach zespołowych poza piłką nożną. Tyle że w takiej siatkówce kontuzjowanego zawodnika zwykle może zastąpić ktoś na przynajmniej zbliżonym poziomie, bo gra sześciu siatkarzy, a kadra liczy dwunastu. W żużlu jest ten problem, że kadry są wąskie. Potem są takie kłopoty, jak chociażby w Toruniu, gdzie Chris Holder od dawna nie może jeździć. Ciągle trwają dyskusje, który system jest lepszy, ale w tej chwili górą są play-offy i dlatego trzeba się liczyć z tym, że nie zawsze ten lepszy po rundzie zasadniczej będzie górą w fazie finałowej.

A kto będzie górą w rywalizacji Włókniarza i Unibaksu?

- Tu nie ma faworyta, szanse są równe. Myślę, że jeśli nie będzie tego, o czym mówiliśmy wcześniej, czyli upadków i defektów, to o wyniku zdecyduje dyspozycja dnia i jak to się mówi "głowa". Bardzo ważne będzie nastawienie mentalne i to, jak zespoły zniosą stres - bo przecież stawka jest wielka. Są zawodnicy - także w tych obu zespołach - którzy nie radzą sobie w takich sytuacjach, ale nazwisk nie wymienię. Bo przygotowanie zespołów, mobilizacja z obu stron będą na pewno perfekcyjne, nikt tu niczego nie zaniedba. Bardzo więc ciężko wytypować, kto pojedzie w finale.

A drugi półfinał? Czy Tarnów może pokonać Falubaz?

- Oczywiście. Tam też każdy wynik jest możliwy. Tym bardziej że pierwszy mecz jest w Tarnowie. Unia jeździ u siebie bardzo skutecznie. Jeśli wygra, to w rewanżu Falubazowi nie będzie łatwo. Bo wbrew pozorom nawet takiej niedużej przewagi łatwiej jest bronić, niż ją odrabiać. Jeden wygrany bieg, jakiś remis powodują, że w goniącym zespole robi się nerwowo, a wtedy wiadomo - może być różnie. Myśmy w 2010 wygrali u siebie z Polonią Bydgoszcz sześcioma punktami i wydawało się, że spadniemy z ligi, ale jedno zwycięstwo na początku meczu rewanżowego, potem jakieś remisy dały nam wiarę, a bydgoszczanie się pogubili i to my się utrzymaliśmy.

Czyli nawet przy niewysokiej porażce w Toruniu - nie mówiąc oczywiście o zwycięstwie - trzeba będzie zachować spokój?

- Oczywiście, niska przegrana będzie faworyzowała Włókniarza, ale jeszcze raz podkreślam, że to są play-offy i to jest żużel, niczego do końca nie można być pewnym. Na pewno w takich przypadkach bardzo ważny jest początek meczu. Wtedy są największe emocje, nerwy. Gdy one opadną, łatwej kontrolować to co dzieje się na torze.

Czego się więc można spodziewać po najbliższych meczach ?

- Na pewno wielkich emocji i żużla na najwyższym światowym poziomie.

Rozmawiał Piotr Toborek

Więcej o: