Marek Kardos: Jesteśmy dużą niewiadomą

- Zobaczymy, jak szybko ci bardziej doświadczeni zawodnicy zgrają się z resztą, jak szybko dogramy nowy system. Jestem tego bardzo ciekawy - mówi trener AZS-u Marek Kardos.
ROZMOWA Z MARKIEM KARDOSEM

Tadeusz Iwanicki: Dwie drużyny więcej, mnóstwo zmian w kadrach - już te dwie informacje mogą być zapowiedzią tego, że w sezonie 2013/2014 w PlusLidze będzie się wiele działo...

Marek Kardos: Tak, w lidze nie widać słabych zespołów. Każdy się wzmocnił, sporo jest praktycznie nowych zespołów. Dobre zakupy zrobił Radom, w Gdańsku została tylko podstawa, a reszta zawodników przyszła z Warszawy. Ciekawą drużynę ma Bielsko, podobnie Kielce, także Warszawa. Po kolei można wymienić wszystkich. Oczywiście, Rzeszów i Bełchatów będą najsilniejsze, ale są jeszcze Kędzierzyn i Jastrzębie. Liga będzie długa, dojdą jeszcze puchary i eliminacje do mistrzostw świata. Według mnie będą w związku z tym bardzo duże spadki formy. Drużyny nie będą w stanie utrzymać stałej formy przez cały sezon.

Kto oprócz Resovii i Skry ma największe szanse na podium?

- Jeżeli Rzeszów i Bełchatów nie będą miały kłopotów zdrowotnych, na pewno będą na podium. Reszta jest sporą niewiadomą. W ubiegłym sezonie do góry poszła Bydgoszcz. Teraz oprócz Kędzierzyna i Jastrzębia, które mają największe obok dwójki faworytów budżety, jest kilka zespołów, które mogą zrobić niespodziankę. Bardzo trudno jest wytypować trzeciego medalistę. Zespoły, które uzupełnią ósemkę i zagrają w play-offach, też.

Na których nowych zawodników zwróciłby pan uwagę? Którzy mogą wnieść do ligi nową jakość?

- Na pewno wartościowa jest hiszpańsko-portugalska enklawa w Bełchatowie. Uriarte, Facundo Conte, do tego bardzo dobry technicznie Antiga i siłowo grający Samuel Tuia. Skra będzie grała inną niż dotychczas siatkówkę. Bardzo szybką, z niewielką liczbą błędów. Trudno się będzie do niej przyzwyczaić. Ażeby próbować walczyć, trzeba będzie podjąć ryzyko i do minimum ograniczyć swoje błędy.

Widowiskowość też będzie atutem Skry?

- W siatkówce najważniejsze jest to, żeby gra była skuteczna. Czy będzie widowiskowa, tego nie wiem, ale tak jak mówiłem, będzie szybka, dynamiczna. Oczywiście, jeżeli ich ktoś odrzuci od siatki zagrywką, będą mieć kłopoty, jak każdy zespół. Ale dlatego że mają bardzo dobrych przyjmujących, odrzucić będzie ich ciężko.

Jaką rolę w tej lidze może odegrać AZS? Jaka jest szansa, że będzie ona bardziej znacząca niż w ostatnim sezonie?

- Jesteśmy dużą niewiadomą. U nas też było sporo zmian. Nie ma Grzegorza Boćka, który był dużą niespodzianką w ubiegłym sezonie. W jego miejsce jest Michał Kamiński. On ma inne cechy i w związku z tym musieliśmy zmienić trochę system grania. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale nasza gra na pewno będzie wyglądała inaczej.

Co może trener obiecać częstochowskim kibicom?

- Mamy w drużynie zawodników, którzy będą walczyć o każdy punkt. Zobaczymy, jak szybko ci bardziej doświadczeni zgrają się z resztą, jak szybko dogramy ten nowy system. Jestem tego bardzo ciekawy.

Wróćmy jeszcze do Boćka. AZS wciąż o niego walczy, ale wygląda na to, że tej walki nie wygra. A jeżeli nawet, to skończy się najpewniej na finansowym zadośćuczynieniu dla klubu...

- O to proszę pytać prezesa, nie mnie.

A czy zdaniem trenera Bociek wybrał właściwą drogę?

- To się okaże. Podjął decyzję i wkrótce się okaże, czy była słuszna, czy nie. Dla mnie najważniejsze jest to, że Boćka nie ma w naszej kadrze i w związku z tym musieliśmy szukać innego, najlepszego dla drużyny systemu grania.

Wydaje się, że póki co Bociek nie jest zawodnikiem, który mógł wybawić z kłopotów reprezentację Polski. Na mistrzostwach Europy grał dobrze, ale popełniał też błędy...

- Bociek ma bardzo duży potencjał i na mistrzostwach Europy nie zawiódł. A nie miał żadnego doświadczenia z Ligi Światowej czy innych tego typu imprez. Wystawianie go było bardzo dużym ryzykiem, i ja takiego chybabym nie podjął. Ale trener Anastasi nie miał innego wyjścia. Kiedy Bartman i Jarosz nie byli w formie, musiał zaryzykować. Postawił na zawodnika niedoświadczonego, który jednak nie reaguje źle na stres. I Bociek sobie poradził, grał nieźle, a jeżeli wyeliminuje błędy techniczne, w przyszłości może grać dużo, dużo lepiej. W ciągu trzech, czterech miesięcy zrobił bardzo duży postęp. Pytanie, jaki zrobi w Kędzierzynie. Generalnie Bociek jest bardzo dobrą reklamą szkolenia w AZS-ie. Podobnie Srecko Lisinac, który po roku spędzonym u nas został najlepszym środkowym mistrzostw.

Podczas przygotowań rzucał się w oczy Bartosz Bednorz. Jak wiele ten młody gracz może wnieść do drużyny?

- Pomijając inne elementy, Bartosz ma ogromny potencjał w motoryce. Pod tym względem jest jednym z najbardziej uzdolnionych zawodników w Polsce. Uważam, że jest już na takim poziomie, że powinien pracować przez 12 miesięcy, także z kadrą seniorów. Co wniesie do drużyny, powiedzieć jest bardzo trudno. On nie rozegrał jeszcze żadnego meczu w PlusLidze i dlatego będzie wchodził do drużyny powoli. Przez występy w Młodej Lidze.

A inni młodzi?

- W ich przypadku najważniejsze są treningi i Młoda Liga. Najpierw muszą udowodnić, że są w stanie pomóc drużynie. PlusLiga ma swoją jakość, a przejście z kadeta czy juniora do grona seniorów jest bardzo trudne. Musimy ich przyzwyczajać do stresu, gry w obecności kilku tysięcy kibiców. A to jest proces, który musi trwać i trzeba się uzbroić w cierpliwość.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki