Biało-czerwone szaleństwo w Częstochowie, ale Polska jednak gorsza od Czarnogóry

Hala Sportowa Częstochowa nie była szczęśliwa dla reprezentacji Polski w piłce ręcznej kobiet. Biało-czerwone przy komplecie wspaniale dopingujących kibiców przegrały w eliminacyjnym meczu do mistrzostw Europy z Czarnogórą 22:25.
Zawiodły piłkarki, ale dopisali kibice, których na trybunach zasiadło prawie 7 tys. Częstochowa bardzo dobrze wypadła w roli gospodarza. Jeśli weźmie się pod uwagę, że był to pierwszy oficjalny międzynarodowy mecz w hali na Zawodziu, a także to, że szczypiorniak w wykonaniu kadry Polski po raz pierwszy gościł w Częstochowie, to po środowym meczu jest wiele powodów do zadowolenia. Ten organizacyjny sukces [komentarze i galeria zdjęć z meczu TUTAJ] można potraktować jak zaproszenie na przyszłość, także dla innych dyscyplin.

Częstochowa od kilku dni żyła piłką ręczną. Organizatorzy meczu Polska - Czarnogóra stale informowali, że biletów jest coraz mniej. W poniedziałek, dwa dni przed meczem, w Częstochowie rozpoczął się również finał III edycji "Szczypiorniaka na Orlikach". Pod Jasną Górę zjechało około 450 piłkarek i piłkarzy ręcznych z 16 województw. Mecze finałowe odbyły się tuż przed pojedynkiem Polski i Czarnogóry, a nagrody dla najlepszych wręczał minister sportu i turystyki Andrzej Biernat.

Mecz Polek z Czarnogórą stał na wysokim poziomie i był zacięty. Każdej z drużyn zależało na wygranej. Polki przegrały pierwsze

spotkanie na terenie rywalek i w Częstochowie chciały się zrewanżować. Przy wspaniałym dopingu kibiców, którzy podczas prezentacji głośno odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego, podopieczne trenera Kima Rasmussena próbowały narzucić swój styl gry i dyktować warunki.

Początek meczu należał jednak do rywalek, które prowadziły 6:4. W 15. minucie przy akompaniamencie "Polska, Polska!" na blisko 7 tysięcy gardeł udało się doprowadzić do remisu 6:6. Po golu Aliny Wojtas w 18. minucie Polska pierwszy raz objęła prowadzenie (7:6). Chwilę później Karolina Siódmiak podwyższyła na 8:6, a na trybunach zabrzmiało "Polska, biało-czerwone!". To, że Polki prowadziły w kolejnej akcji 9:6, zawdzięczały w dużej mierze bramkarce Małgorzacie Gapskiej, która wybroniła kilka groźnych rzutów.

Na przerwę biało-czerwone zeszły jednak, prowadząc tylko 11:10. A to zapowiadało emocje w drugiej części meczu.

I takie emocje były. Po zmianie stron pierwsze trafiły piłkarki Czarnogóry. 11. bramkę dla gości rzuciła świetnie dysponowana Majda Mehmedovic. Polki szybko odpowiedziały golem Karoliny Zalewskiej-Gardoni i było 12:11. Po kolejnych bramkach Byzdry i Moniki Stachowskiej biało-czerwone znowu były na fali (14:11), ale po kilku kolejnych minutach gry przegrywały 18:20. Emocje falowały do końca pojedynku. Na 9 minut przed ostatnim gwizdkiem sędziny z Rumunii, po celnym rzucie Wojtas mieliśmy remis po 20. To zapowiadało fascynującą końcówkę. Polki przy ogłuszającym dopingu za wszelką cenę chciały się zrewanżować kibicom i wygrać. Gdy w 55. minucie po golu Katariny Bulatovic Czarnogóra prowadziła 23:20, nastroje się jednak pogorszyły. Polki zaczęły grać nerwowo. Alina Wojtas nie wykorzystała rzutu karnego, a rywalki w pewnym momencie wygrywały już 24:20. Ostatecznie zakończyło się porażką 22:25.

Reprezentacja Polski z Częstochowy przenosi się do czeskiego Brna, gdzie w sobotę rozegra ostatni grupowy pojedynek z Czeszkami. Mimo porażki wciąż istnieją realne szanse na awans.

Polska - Czarnogóra 22:25 (11:10)

Polska: Czarna, Gapska - Byzdra 6, Wojtas 5, Kudłacz 4, Siódmiak 3, Grzyb 2, Stachowska 1, Zalewska 1, Drabik, Gadzina, Gęga, Janiszewska, Kulwińska, Pielesz, Semeniuk-Olchawa.

Sędziowie: Cristina Nastase (Rumunia), Simona Raluca Stancu (Rumunia).

Widzów: 6500