AZS z Lotosem powalczył, ale punkty pojechały do Gdańska [ZDJĘCIA]

W siódmej kolejce PlusLigi siatkarze AZS-u mieli za rywala niepokonany Lotos Trefl Gdańsk z gwiazdą reprezentacji Polski Mateuszem Miką w składzie. Niespodzianki sprawić nie zdołali, ale podjęli walkę, za co należą im się duże brawa.
- Na pewno nie złożymy broni i nie poddamy się bez walki. Postaramy się udowodnić, że potrafimy grać w siatkówkę - zapowiadał przed pojedynkiem z trzecim zespołem tabeli skrzydłowy akademików Bartosz Janeczek. I mecz, choć przegrany, pokazał, że akademicy rzeczywiście potrafią sporo. Po wyrównanej, stojącej na wysokim poziomie grze zwyciężyli w pierwszym secie, a w drugim ulegli rywalom w samej końcówce. Niestety, im dłużej trwał środowy pojedynek, tym przewaga rywali była większa. Akademikom podcięło skrzydła kilka prostych błędów, w pewnym momencie pogrążyli się w kryzysie i choć w czwartym secie znowu walczyli pięknie, ulegli renomowanym rywalom 1:3.

Na otwarcie meczu dwa pierwsze punkty zdobyli goście po efektownych blokach, ale potem gra była wyrównana i mogła się podobać. Tak jak zapowiadał Janeczek, akademicy walczyli punkt za punkt. Tuż przed drugą przerwą techniczną wykorzystali dwie trudne zagrywki Białorusina Artura Udrysa i objęli prowadzenie 16:13. Tę stratę goście szybko odrobili za sprawą świetnie grającego od początku spotkania Murphy'ego Troya. To Amerykanin zakończył również emocjonującą wymianę, po której Lotos wyrównał na 20:20. Ale gdy ważyły się losy seta AZS znowu przycisnął. A marsz ku zwycięstwu rozpoczął do pięknego bloku młodego Rafała Szymury, który powstrzymał nieomylnego Troya. Udało się wówczas obronić skromną przewagę, a moment później po ataku Michała Kaczyńskiego wygrać kolejną wymianę i objąć prowadzenie 23:21. W samej końcówce częstochowianie nie wypuścili szansy rąk. Ostatnią akcję rozegrali perfekcyjnie. Adrian Stańczak dokładnie przyjął mocny serwis Troya, Kaczyński uderzył ze skrzydła i choć statystyki pokazały, że drużyny grały na remis, na tablicy pojawił się wynik 1:0 dla AZS-u.

Druga partia rozpoczęła się źle i pojawiły się obawy, że drużyna Marka Kardosa nie zdoła się oprzeć sile rywali. Tak jak to miało miejsce w minioną niedzielę, kiedy wygrała pierwszą partię z Transferem Bydgoszcz, ale przegrała trzy kolejne i cały mecz 1:3. Tym razem na szczęście była to chwila słabości. Z czasem pojawiły się kolejne, ale AZS i tak potrafił utrzymać niezły poziom. A przypomnijmy, że za rywala miał drużynę, która w sześciu wcześniejszych meczach oddała tylko punkt i straciła jedynie cztery sety. W tej drugiej partii inicjatywa była po stronie gdańszczan, ale AZS trzy razy zdobył się na zryw i odrabiał straty. W pewnym momencie było jedynie 20:21 i pojawiła się nadzieja na szczęśliwe zakończenie. Tym razem to jednak goście dopięli swego i wyrównali stan meczu. Niestety, w trzeciej partii dobrych momentów gry akademików było jeszcze mniej. Zadyszkę złapał świetniej prezentujący się na początku Kaczyński, a goście z akcji na akcję nabierali pewności siebie. Wygrywając 25:19 objęli prowadzenie w meczu i byli o krok od zdobycia kolejnych trzech punktów. Ten krok nie przyszedł im łatwo, bo na czwartą partię wyszedł na boisko AZS odmieniony. Akademikom udało się wyrzucić z pamięci wcześniejsze niepowodzenia i podjąć walkę o sprawienie niespodzianki jaką byłoby doprowadzenie do tie-breaku. W tym fragmencie oba zespoły grały falami, prowadzenie obejmował raz jeden, raz drugi, ale gdy na tablicy pojawił się wynik 19:18 dla biało-zielonych ta niespodzianka wydawała się być realna. Nic z tych rzeczy. W końcówce częstochowianie nie udźwignęli ciężaru odpowiedzialności. Bardzo szybko zrobiło się 19:23 i gdańszczanie dopięli swego.

AZS Częstochowa 1 (25, 21, 19, 21)

Lotos Trefl Gdańsk 3 (23, 25, 25, 25)

AZS Częstochowa: De Amo, Janeczek, Udrys, Kaczyński, Szymura, Przybyła, Stańczak (libero) - Buczek, Napiórkowski, Khilko, Marcyniak

Lotos Trefl Gdańsk: Falaschi, Mika, Grzyb, Troy, Szwarz, Gawryszewski, Gacek (libero) - Schulz.

Więcej o: