Rafał Szymura nienawidzi przegrywać: Wierzę, że przyszłość będzie należała do nas

- Wcześniej zawsze coś wygrywałem, zdobywałem medale, czy to w Spale, czy z reprezentacją. Teraz łatwo mi nie jest, tym bardziej, że ja nienawidzę przegrywać - mówi Rafał Szymura.
19-letni przyjmujący latem przyszedł do AZS-u mając opinię jednego z najbardziej utalentowanych przyjmujących młodego pokolenia. W Częstochowie wicemistrz Europy juniorów i kadetów potwierdza, że ma talent i wyjątkowy charakter. Gra bardzo dużo i... nie pęka w trudnych momentach.

Tadeusz Iwanicki: W meczu z Politechniką wszedłeś na boisko w drugim secie i jak na zawodnika bardzo młodego, a na dodatek nie do końca zdrowego, dałeś drużynie naprawdę dużo?

Rafał Szymura: Ja zawsze wchodząc na boisko, chcę dać drużynie wszystko, co mam najlepsze. W meczu z Politechniką nie do końca mi się to udało, bo przegraliśmy, ale myślę, że zagrałem dobrze. A jeśli chodzi o kontuzję, to mam problem z lewym kolanem, ale będę leczył je dopiero po zakończeniu sezonu. Nie jest z nim aż tak źle. Z pękniętą łąkotką da się grać, dlatego operacja będzie po play off-ach. Na razie jest OK. Kolano raz dokucza, raz nie. Nauczyłem się już, że można grać z bólem.

Grając w SMS-ie Spała, reprezentacji Polski kadetów i juniorów przyzwyczaiłeś się do zwycięstw. Jak radzisz sobie z porażkami w PlusLidze?

- Rzeczywiście wcześniej zawsze coś wygrywałem, zdobywałem medale, czy to w Spale, czy z reprezentacją. Teraz łatwo mi nie jest, tym bardziej, że nienawidzę przegrywać. Można powiedzieć, że to jest dla mnie nowe doświadczenie. Cóż, przegrywamy, ale ważne, że nasza gra wygląda coraz lepiej. Przed nami jeszcze dużo pracy, ale wierzę, że przyszłość będzie należała do nas.

Porażka z Politechniką była już siódmą z rzędu, nie potrafiliście wygrać mimo, że doprowadziliście do remisu, a w tie breaku mieliście wyjątkowe jak na ten sezon wsparcie ze strony kibiców...

- Pierwszy raz grałem w Częstochowie przed taką publicznością. Fajnie by było, gdyby kibice pomagali nam w taki sposób częściej. Rozegraliśmy z Politechniką mecz walki, który na pewno mógł się podobać. Było dużo wymian, obron, mocnych ataków. Szkoda, że zabrakło zwycięstwa, ale tym razem zdobyliśmy przynajmniej punkt, z którego się cieszymy. Mam nadzieję, że w końcu ruszy, że w następnym meczu też coś zdobędziemy. Powinno być lepiej, z Samiką w składzie rozegraliśmy dopiero drugi mecz, a on na pewno może nam pomóc. Musimy się zgrać, wyeliminować przestoje, przez które tracimy punkty seriami. Takie jak ten z drugiego seta z meczu z Politechnika. Powinniśmy wtedy wygrać, a przegraliśmy. Zrobiło się 0:2, ale na szczęście potem stanęliśmy do walki. Szkoda tylko tego tie breaku.

Wspomniałeś o Samice, który gra na tej samej pozycji co ty. Wszyscy liczą, że dzięki transferowi Francuza staniecie w końcu na nogi...

- Jego obecność na boisku na pewno pomaga, dużo można się od niego nauczyć. To doświadczony zawodnik, 10 lat grał w reprezentacji Francji. Po kilku dniach, jakie z nami spędził, mogę powiedzieć, że jest bardzo sympatyczny, mówi co i jak mamy robić, podpowiada w trudnych sytuacjach. Zaczęliśmy na niego mówić dziadek, bo w tie breaku [meczu z Politechniką przyp. red.] trochę mu zaczęło brakować sił. Ale trudno się temu dziwić, bo grając w Emiratach, nie trenował ponoć za dużo. Więcej będzie można o nim powiedzieć, jak się rozkręci.

Mimo że debiutujesz w PlusLidze, nie widać, żebyś się stresował. Charakterny z ciebie młody człowiek...

- Trema była na Memoriale Gołasia. Wtedy się trzęsłem, nogi mi latały, bo wiadomo: grałem pierwsze mecze z drużynami z PlusLigi, nie wiedziałem, jak to będzie. W lidze jakoś nad sobą panowałem i stresu nie było. Myślałem przede wszystkim o tym, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Staram się jak mogę, daję z siebie wszystko i na razie jakoś to wygląda. Wiem, że jestem młody, że mnóstwo grania przede mną, może w przyszłości to, co robię zaowocuje powołaniem do kadry? Tak mi się marzy. Do kadry mistrzów świata ciężko będzie się wbić i pewnie będę musiał trochę poczekać. Ale ja jestem ambitnym chłopakiem i wierzę, że mi się to uda.

Po krótkiej świątecznej przerwie, w niedzielę zagracie w Radomiu z Czarnymi, zespołem, który w pierwszej rundzie rozbiliście do zera... Wygrana byłaby potwierdzeniem, że wasza forma idzie do góry, ale rywale walczą o play-offy i na pewno będą szczególnie zmotywowani.

- Chcielibyśmy powtórzyć wynik z pierwszej rundy, ale będzie bardzo ciężko. Tam jest specyficzna, niska, w dodatku słabo oświetlona hala. Dla mnie ma to szczególne znaczenie, bo gram w soczewkach. Oni mają bardzo dobrego rozgrywającego - Niemca Kampę i mojego kolegę ze Spały Bartka Bołądzia na ataku. To są chyba ich dwa najmocniejsze ogniwa. Generalnie to jest zgrany zespół i to jest ich atut. Będziemy zadowoleni, jeżeli zdobędziemy tam punkt, ale oczywiście powalczymy o zwycięstwo. Ja wyjdę na boisko z myślą o wywalczeniu całej puli. Spodziewam się meczu walki.