Sport.pl

AZS Częstochowa - Jastrzębski Węgiel 0:3. To była bardzo surowa lekcja

- Ledwie kilkuset kibiców na trybunach i gładka porażka - tak w skrócie wyglądało rozpoczęcie siatkarskiego sezonu w hali na Zawodziu. W pojedynku z Jastrzębskim Węglem AZS nie miał nic do powiedzenia. - Niestety, potwierdziły się nasze analizy. Jastrzębski Węgiel to zespół bardzo silny, mam wrażenie, że silniejszy niż w poprzednim sezonie. Dzisiaj nie pozwolił nam na wiele - podsumował trener akademików Michał Bąkiewicz.
W piątkowym meczu więcej emocji było tylko w drugim secie, w którym częstochowianie zdobyli 22 punkty i walczyli niemal do samego końca. Generalnie i w tej partii rywale kontrolowali jednak wydarzenia na boisku, byli drużyną wręcz o dwie klasy lepszą. Widać było, że potraktowali mecz bardzo poważnie, chcieli odnieść pewne zwycięstwo i zgarnąć trzy punkty. Potrzebowali na to 70 minut, tylko tyle drużyny spędziły na boisku.

- Mieliśmy AZS bardzo dobrze rozpracowany. Zagraliśmy dzisiaj to, co mieliśmy zagrać i wykręciliśmy bardzo fajny wynik - cieszył się Wojciech Sobala, środkowy, który swego czasu występował w akademickich barwach. - Z meczu na mecz nabieramy większej pewności siebie. Wyraźnie idziemy w dobrym kierunku.

Nagrodę dla najbardziej wartościowego gracza meczu odebrał Niemiec Lukas Kampa, który na pozycji rozgrywającego zastąpił w Jastrzębskim Węglu lidera drużyny Michala Masnego (odszedł do Lotosu Trafla Gdańsk). Niemiec rzeczywiście zaimponował w piątkowym meczu, nie tylko w rozegraniu, ale także w polu zagrywki i w bloku. W AZS-ie najlepiej wypadł Rafał Szymura.

- Smutne jest to, że my przeszliśmy obok tego meczu - żałował Paweł Adamajtis, nowy atakujący akademików, który źle rozpoczął spotkanie, został zmieniony w pierwszym secie i na boisko wrócił dopiero w trzecim. - Musimy zapomnieć o tym co się stało, spróbować wyciągnąć wnioski i starać się walczyć w każdym kolejnym meczu.

Za tydzień AZS zagra w Katowicach z GKS-em. Beniaminkiem PlusLigi, którego trenerem jest Piotr Gruszka.

Więcej o: