Sport.pl

GM-y odmieniły Drabika

W meczach z Atlasem i Falubazem Sławomir Drabik zdobył w sumie 16 punktów i wrócił na usta kibiców
Rozmowa ze Sławomirem Drabikiem

Tadeusz Iwanicki: Co stoi za Twoimi ostatnimi sukcesami?

Sławomir Drabik: - Zmiany w sprzęcie. Miałem do dyspozycji sześć silników jawy i żaden nie jechał. Czy tor był twardy, czy było pod koło, nic nie pasowało. Nie wiedziałem o co chodzi, przyznaję, że się pogubiłem. Musiałem coś zmienić i na Wrocław pożyczyłem GM-a od "Ogóra" [Tomasza Jędrzejaka - przyp. red.]. Kiedyś mu pomagałem, więc nie było problemów. Od razu było lepiej, tylko że jak zobaczył, co jest grane, powiedział, że musi go mieć z powrotem. W meczu z Zieloną Górą jechałem na GM-ie z innego źródła i też było w porządku. Wychodzi na to, że jawy trzeba odstawić na półkę.

Ale na początku sezonu potrafiłeś punktować też na jawach?

- Ja tłumaczę to tak, że jawy są dobre na chłodniejsze dni. W ubiegłym roku w Tarnowie też mi nie szło latem, a gdy pożyczyłem klubowego GM-a, nastąpiła poprawa. W końcówce sezonu wróciłem do jawy, byłem zadowolony i przy nich zostałem. Wyszło na to, że popełniłem błąd.

Niektórzy wiążą Twoją dobrą dyspozycję z tym, że w dwóch ostatnich meczach jechaliście na twardszym torze.

- Eeee tam. W ekstralidze jak nie masz fury do ścigania, to zapomnij choćby o jednym punkcie. Tutaj sprzętowo ekipa jest super przygotowana. U mnie wypaliła zamiana na GM-a i dlatego jest lepiej. Czuję to i kombinuję coś na stałe. W sobotę miałem jechać na finał par do Czech, ale odpuściłem, bo wiedziałem, że na jawach będę dostawał po oczach. Tam też frajerów nie ma. Jesteś szybki, to wygrywasz, inaczej golisz ogony.

Jest szansa, że na najbliższe mecze z Unią Leszno będziesz dysponował dobrej klasy, przetestowanym GM-em?

- Staram się coś załatwić. Jak się uda, to powiem, że jestem gotowy do jazdy, jak nie, to sorry, ale będę musiał odpuścić. Jechanie na siłę i robienie zer nie ma sensu. Tym bardziej, że wiadomo, o co z Lesznem jedziemy.

To mogą być mecze o być albo nie być dla klubu. Problemy finansowe Włókniarza nie są tajemnicą i odpadnięcie w ćwierćfinale rozgrywek może mieć fatalne skutki.

- Mamy trudne czasy. Kryzys, kiepska pogoda i przekładane mecze, telewizja, która odbiera kibiców - dużo się tego nazbierało. Rzeczywiście nie jest ciekawie, ale może jakoś uda się wyjść z dołka. Może w play offach kibice wrócą na trybuny. To jedyny ratunek.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki