Sport.pl

Żużel. Mistrz na drodze Włókniarza

Po remisie z Unią Leszno Włókniarz trafił w półfinale na znacznie bardziej wymagającego rywala - broniący tytuł Unibaks Toruń. W dodatku pierwszy mecz już w najbliższą niedzielę rozegra w Częstochowie, co nie jest dobrym rozwiązaniem dla klubu


Po wysokim zwycięstwie w Lesznie włókniarze byli murowanym faworytem do awansu, i to wyraźnie ich uśpiło.

Słabiej, niż można było oczekiwać, spisali się liderzy drużyny Greg Hancock i Nicki Pedersen, zawiodła tzw. druga linia. Tak na dobrą sprawę na plus zaskoczył tylko Tomasz Gapiński, który jak zwykle walczył za dwóch i - co najważniejsze - był skuteczny. W jego przypadku do pełni szczęścia zabrakło tylko tego, aby w ostatnim wyścigu, kiedy ważyły się losy zwycięstwa, zdobył dwa punkty. Wtedy byłby noszony na rękach. Niestety, przyjechał na końcu stawki. Porażka 1:5 oznaczała remis w meczu i wypełniony niemal po brzegi stadion szybko opustoszał. Nie było fety, na jaką szykowały się tysiące kibiców, jedynie dyskusje, dlaczego biało-zieloni nie potrafili do końca wykorzystać swojej szansy. Dyskusje uzasadnione, bo stało się tak nie po raz pierwszy, a remis wbrew pozorom ma poważne konsekwencje. W przypadku zwycięstwa Włókniarz byłby najlepszym zespołem pierwszej rundy play-off i trafiłby w półfinale na bydgoską Polonię. Tak będzie musiał stawić czoła Unibaksowi Toruń - rywalowi znacznie silniejszemu i niewygodnemu. Wygranie meczu na wyjeździe na nowym, nie do końca jeszcze rozpoznanym torze może się okazać niemożliwe (w rundzie zasadniczej Włókniarz przegrał na Motoarenie 37:53, mimo że jechał w pełnym składzie. Można mieć obawy, czy pojadą do Torunia z wystarczającą zaliczką, bo na swoim torze w tym sezonie nie błyszczą. Potrafili odnosić spektakularne zwycięstwa na wyjazdach (dwa w Lesznie i w Gorzowie), a u siebie na ogół męczyli się z rywalami. Tak było m.in. w spotkaniu z uznawaną przez kibiców za słabą Bydgoszczą (50:40) czy mocno osłabionym Atlasem Wrocław (wygrana 52:38), a drużynie Grzegorza Dzikowskiego przytrafiła się też niespodziewana porażka ze Stalą Gorzów. Pocieszające jest to, że wygrywający mecz za meczem torunianie właśnie w Częstochowie doznali pierwszej porażki w sezonie (40:50 w 9. kolejce). Oby to był dobry omen.

Remis z Unią ma nie tylko sportowe konsekwencje. Pierwszy mecz z Unibaksem odbędzie się już w najbliższą niedzielę, co oznacza dla klubu organizacyjne problemy i może się odbić na frekwencji.

Choć w terminarzu speedway ekstraligi jak byk widnieje, że 6 września spotykają się drużyny 3A z 2 A i 1B z 1A (gdzie A oznacza zespoły, które wygrały swoje pary, a B najlepszego z pokonanych), to Włókniarz będzie gospodarzem pierwszego spotkania. Informacja jest bowiem błędna. Regulamin stanowi, że w półfinale i finale o uprzywilejowanej pozycji (czyli pierwszym meczu na wyjeździe) decyduje kolejność po rundzie zasadniczej.

- Nie było to wszystko jasne - przyznaje prezes Maślanka, który do późnych godzin wieczornych upewniał się telefonicznie, które wersja jest obowiązująca. - Co straciliśmy, nie wygrywając z Unią ? Przede wszystkim pewien komfort organizacyjny - przyznaje prezes. - Znaleźliśmy się w sytuacji, że mamy w niedzielę kolejny mecz, a przygotować się do spotkania w sześć dni to naprawdę duża sztuka. Już mamy problem, bo telewizja chciała, aby mecz odbył się o 16, ale my do 15.30 mamy giełdę i nie damy rady w pół godzimy przygotować stadionu. Nie jest więc ustalona godzina, a przez to nie możemy np. drukować plakatów. Co do strony sportowej, to wpadamy na teoretycznie silniejszego rywala, ale to teoria, bo w praktyce Polonia prezentuje się ostatnio naprawdę dobrze.





Ramka

Prezes przeprasza

Niestety, przed meczem z Unią doszło do nieporozumień w sprawie biletów. Okazało się, że emerytom nie przysługują bilety ulgowe. Doszło do kłótni i przepychanek z firmą ochroniarską.

- Przepraszamy, to nasza wina, że tak się stało. Nie wiem, dlaczego od pewnego czasu w niektórych kasach i bramkach sprzedawano bilety ulgowe emerytom, przecież przed sezonem były jasne wytyczne, na piśmie i teoretycznie. Wszyscy wiedzieli, komu i jakie bilety przysługują - mówi prezes Marian Maślanka. - Jeszcze raz przepraszam za całe zamieszanie. Na następne zawody dla każdego emeryta dodamy, w ramach przeprosin, do biletu klubowy gadżet.