Sport.pl

Jest brązowo, ale nie kolorowo

Włókniarz zakończył sezon z brązowym medalem i pustą klubową kasą. To, co działo się na trybunach podczas ostatniego meczu sezonu, daje jednak nadzieję, że przyjdą lepsze czasu dla klubu.


Włókniarz ma czas do końca października, aby spłacić zaległości wobec zawodników. W innym przypadku może mieć poważne problemy z uzyskaniem licencji na przyszły sezon. Takie są fakty i konsekwencje tego, co wydarzyło się tuż przed zakończonymi właśnie rozgrywkami i w ich trakcie. Wycofanie się Cognora, brak zainteresowania żużlem innych sponsorów i w sumie nie najlepsza frekwencja na meczach sprawiły, że klub znalazł się w trudnym położeniu. W podobnej sytuacji jest jeszcze kilka innych zespołów ekstraligi, ale to marne pocieszenie. Realia rynkowe również nie dają powodów do optymizmu. Przestraszone kryzysem firmy nie garną się do inwestowania w sport. Włókniarz doświadczył tego przed półfinałami rozgrywek. Miał w ręku wszystkie argumenty - realne szanse na awans do finału i ogromny sukces (także marketingowy), a mimo to nie znalazł się nikt, kto chciałby to wykorzystać. Propozycje były, ale jak mówił prezes Marian Maślanka, w żadnym stopniu niesatysfakcjonujące klubu. Rosnącą z tygodnia na tydzień dziurę w budżecie udało się "podłatać" dzięki znakomitej frekwencji na ćwierćfinałowym meczu z Unią Leszno. Co było potem, wszyscy dobrze pamiętają. Drużyna nie wykorzystała ogromnej szansy, zamiast w finale jeździła o brąz, co również negatywnie odbiło się na finansach. Na niedzielny mecz przyszło około sześciu tysięcy kibiców i klub, o ile w ogóle, to z trudem pokryje koszty dwumeczu. Zapominając o finansach - wszak na sport nie można patrzeć wyłącznie przez pryzmat pieniądza - ostatnie wydarzenia należy postrzegać pozytywnie. Brązowego medalu zdobytego przez włókniarzy przed czterema laty kibice nie docenili praktycznie wcale. Teraz choć apetyty na pewno mieli większe, trzecie miejsce przyjęli wręcz entuzjastycznie. Sześć tysięcy kibiców gorąco dopingowało zawodników, a potem jeszcze długo po zakończeniu meczu cieszyło się z sukcesu. Skąd ta przemiana? Czyżby świadomość problemów schłodziła rozpalone głowy? A może rzeczywiście mamy do czynienia z wymianą pokoleniową na trybunach, o czym pisaliśmy przed kilkoma tygodniami, analizując to, co działo się podczas meczów z Unią Leszno i Unibaksem? Niewykluczone - i to wydaje się największą szansą klubu i częstochowskiego żużla w ogóle. Wygląda na to, że Włókniarz przyciągnął nowego kibica. Kibica, który nie tylko przynosi do klubu pieniądze, ale wprowadza do niego nową jakość. Nadaje sens jego dalszemu funkcjonowaniu na najwyższym - ekstraligowym poziomie. W dużym stopniu na to, co działo się na trybunach, zapracował klub, prowadząc intensywną kampanię promocyjną. Z tym, że prezes Maślanka musi sobie zdać sprawę, że to dopiero początek drogi. Że za zmianami na trybunach powinny też pójść zmiany w organizacji klubu. Bo więcej kibiców to także większe oczekiwania, a ciągle oszczędzając na wszystkim, można więcej stracić niż zyskać.