Ważą się losy Włókniarza

Klub do końca października musi spłacić długi, inaczej nie otrzyma licencji na start w ekstralidze w 2010 roku. Czy wyjdzie z tarapatów? - Dziś nie jestem w stanie tego powiedzieć - mówi prezes Marian Maślanka
Rozmowa z Marianem Maślanką

Tadeusz Iwanicki: Jak Pan ocenia występ Włókniarza w zakończonych właśnie rozgrywkach?

Marian Maślanka: - Uważam, że w jednym z najtrudniejszych sezonów, jakie pamiętam, osiągnęliśmy wartościowy wynik. W momencie gdy wycofał się strategiczny sponsor, powinniśmy zrezygnować z jazdy w ekstralidze i biznesowo byłaby to uzasadniona decyzja. Ale tylko biznesowo, bo tak naprawdę nie wyobrażałem sobie, żeby w Częstochowie mogło zabraknąć żużla. Przy potężnym ryzyku podjąłem działania zmierzające do tego, aby jednak jechać. Co było potem, jak układał się sezon, wszyscy pamiętają. Cały czas był pręgierz niedostatków finansowych, ale jakoś sobie radziliśmy. Pod koniec sezonu drużyna osiągnęła szczytową formę i twierdzę, że miała potencjał na wielki finał. Finału nie było, ale mamy bardzo cenny brąz.

Uważa Pan, że ten medal może być ważną kartą przetargową w rozmowach z nowymi sponsorami?

- Owszem. Stanęliśmy na podium, potwierdziliśmy przynależność do czołówki - to są fakty, które powinny mieć swoje znaczenie.

Macie trzy tygodnie na znalezienie środków i uregulowanie zaległości - w innym przypadku nie otrzymacie licencji na przyszły sezon. Czy dotrzymanie tego terminu jest w ogóle realne?

- Dziś nie jestem w stanie tego powiedzieć. Ja wiem, że osobiście się w to zaangażuję tak mocno jak tylko mogę, ale jestem ostrożny. Nie wszystko zależy ode mnie.

Po meczu z Polonią mówił Pan, że prowadzi rozmowy ze wszystkimi zawodnikami, ale chyba nie jest tajemnicą że tego składu nie da się utrzymać?

- Rozmawiać trzeba, tego wymaga interes klubu. Trzeba się dowiedzieć, jakie zawodnicy mają wymagania - szczególnie ci, którym kończą się kontrakty, i przestawić wszystko radzie nadzorczej. Musimy działać normalnie i pozytywnie myśleć o przyszłości klubu.

Których zawodników chciałby prezes zatrzymać w klubie najbardziej. Są jakieś priorytety?

- Trudno mówić o priorytetach, one bardziej wynikną z propozycji finansowych, jakie złożą zawodnicy. Mogę powiedzieć, że jeszcze w niedzielę spotkałem się z Lee Richardsonem, w poniedziałek z Nickim Pedersenem i jego menedżerem. Z kolei we wtorek telefonicznie rozmawiałem z Tomkiem Gapińskim, który ma się pojawić w Częstochowie do końca tygodnia. Jakie będą efekty tych rozmów, okaże się z czasem.

Jak prezes postrzega to, co w niedzielę działo się na stadionie. Bo na trybunach tłumów może nie było, ale ci kibice, którzy przyszli, pokazali, że w Częstochowie jest dla kogo robić żużel.

- Przyszli koneserzy i przyjaciele tego klubu i sportu. To jest około pięć tysięcy osób, którym gratuluję wspaniałej zabawy i atmosfery, jaką stworzyli. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że taka grupa nie utrzyma żużla na ekstraligowym poziomie. Muszą znaleźć się sponsorzy, których intensywnie poszukujemy.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki.