Mieszko-Gogol: Byliśmy silniejsi fizycznie i mentalnie

- Po tych dwóch meczach trudno kreować nas na medalistów, chociaż wyniki dowodzą, że jesteśmy w stanie powalczyć z każdym - mówi drugi trener AZS-u
Rozmowa z Michałem Mieszko Gogolem

Tadeusz Iwanicki: Mecz w Bydgoszczy wygraliście m.in. dzięki znakomitemu przyjęciu, ale również żelaznej taktyce. Dlaczego tak uparcie zagrywaliście na Stanisława Pieczonkę?

Michał Mieszko Gogol: Chodziło o to, aby wyeliminować z gry bardzo groźnego w ataku Martina Sopkę, i temu poświęcaliśmy całą uwagę. Jedna opcja była taka, że Delecta wyjedzie na mecz z dwójką Sopko - Wojciech Serafin, z tym że ten pierwszy weźmie na siebie ciężar gry w ataku, ale ten drugi w przyjęciu. Zdecydowali się na drugi wariant z Sopką i Pieczonką, co ułatwiło nam zadanie. Obraliśmy sobie za cel Pieczonkę, który generalnie ma problemy z przyjęciem. Wykorzystywaliśmy też momenty, gdy stali obok siebie, bo Sopko również jest zawodnikiem, który przyjmuje nie najlepiej. Taktyka przyniosła efekt. Rywale mieli problemy z dogrywaniem piłki, a my mogliśmy koncentrować blok na Sopce.

W Bydgoszczy mieliście powalczyć, tymczasem statystyki pokazały, że byliście zespołem lepszym i mogliście wygrać nawet wyżej. Dlaczego skończyło się na wyniku 3:2?

- Mieliśmy trochę problemów z Grzegorzem Szymańskim, które wynikały z braku samodyscypliny. Realizowaliśmy wskazówki dotyczące zagrywki, nie zaskoczyły nas podwójne zmiany, byliśmy przygotowani na każdy wariant taktyczny. Szymański nękał nas atakami po przekątnej, a gorące głowy chłopaków nie pozwoliły im temu przeciwdziałać. Nie wygraliśmy przez to wyżej, ale mamy 3:2, i bardzo się z tego cieszymy. Mamy już drugie zwycięstwo, ale wciąż nie wiadomo, na co tak naprawdę nas stać. Po tych dwóch meczach trudno kreować nas na medalistów, chociaż wyniki dowodzą, że jesteśmy w stanie powalczyć z każdym.

Po czterech wyrównanych setach nikt się nie spodziewał, że w tie-breaku rozbijecie rywali do 7. Z czego wynikała tak wielka przewaga, bo chyba nie tylko z tego, że zaczęliście od wysokiego prowadzenia?

- Myślę, że była to kwestia przygotowania fizycznego. Pod koniec trzeciego seta, gdy miała miejsce długa wymiana ciosów i gra na przewagi, dało się zauważyć, że przynajmniej dwóch zawodników rywali, jak to się mówi, oddycha rękawami. Wykorzystaliśmy to w czwartym secie, a potem w piątym. My bardzo dobrze znieśliśmy trudy tego spotkania i myślę, że podobnie będzie w kolejnych pojedynkach. Z inicjatywy trenera Wagnera współpracujemy z Michałem Wilkiem [doradzającym reprezentacji Polski specjalistą w zakresie siły i treningu funkcjonalnego - przyp. red.], co przynosi efekty. W Bydgoszczy okazaliśmy się silniejsi nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Gospodarze nie wykorzystali swojej szansy w czwartym secie, prowadząc 19:16. Wyrwaliśmy im tę partię, a do tie-breaka przystąpiliśmy z ogromną agresją. Pojawiło się to, czego często brakuje nam po wygranych trudnych setach. To był nasz dodatkowy atut. Mimo zmęczenia, bo takie musiało się pojawić, u chłopaków widać było radość, entuzjazm.

W jakim stopniu pomogła Wam nieobecność Piotra Gruszki? Czy w ogóle Wam pomogła?

- Siła rażenia gospodarzy z Piotrem Gruszką na pewno byłaby znacznie większa, chociaż trudno powiedzieć, jak on radziłby sobie z przyjmowaniem naszych zagrywek. Byłby to dla niego dopiero drugi mecz w lidze na tej pozycji po okresie gry w reprezentacji. My byliśmy przygotowani na wariant z Piotrem w składzie, chociaż nie absorbowaliśmy tym zawodników. Oni mieli w głowach inną taktykę.

Po dwóch zwycięstwach do Warszawy pojedziecie w roli faworyta, pewnie pojawi się większa presja i...

- I to będzie kolejny sprawdzian i doświadczenie dla młodych zawodników Drzyzgi, Zatorskiego, Janeczka czy Wiśniewskiego. Dotychczas do takich meczów jak z Delectą podchodzili na zasadzie: zagrajmy jak najlepiej, a nuż uda się wygrać. Teraz staną przed egzaminem dojrzałości, któremu - ja bynajmniej w to wierzę - podołają. Pod warunkiem jednak, że będą kalkulować na chłodno i wykażą bardzo dużą mentalną koncentracją. Jeżeli do tego dołożą dyscyplinę w taktyce, to dobrze być musi.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki