Sport.pl

Tomasz Gapiński: Każdy popełnił błędy

- Sytuacja jest trudna, wiem o tym dobrze, bo to odczuwam. Muszę być i jestem jednak dobrej myśli - mówi Tomasz Gapiński, który twierdzi, że chętnie zostałby we Włókniarzu


Czy odetchnął Pan już po tym - z różnych powodów - trudnym sezonie?

Tomasz Gapiński: Nie pamiętam, żebym miał ostatnio łatwy sezon, wszystkie były trudne, ten ostatni również. Szczegółowo jeszcze o nim nie myślałem, tym bardziej że jeszcze się nie zakończył. Start w finale Złotego Kasku wciąż przede mną.

Tak, ale za Panem i drużyną Włókniarza starty w ekstralidze. Czy dały pełną satysfakcję, czy ten brązowy medal to był Wasz maks?

- Na pewno było nas stać na więcej. Ja cieszę się z brązowego medalu, ale odczuwam też pewien niedosyt. Żałuję, że zabrakło nas w wielkim finale - tym bardziej że mieliśmy na to spore szanse. Sezon się skończył i trzeba powoli myśleć o następnym. Zobaczymy, w jakim będziemy składzie.

Mówi Pan tak, jakby był w stu procentach pewien, że zostanie w Częstochowie, a przecież kończy się Panu kontrakt.

- W stu to może nie, ale na pewno chcę zostać we Włókniarzu. Zobaczymy, czy klub będzie mnie chciał zatrzymać, jaką będzie miał koncepcję składu. Być może dojdzie do wymiany większości zawodników - przecież tak może się zdarzyć.

Pan akurat jest w koncepcji nowej drużyny prezesa Mariana Maślanki.

- I bardzo się z tego cieszę, tym bardziej że świetnie mi się z prezesem współpracuje. Poza tym w Częstochowie mam sponsorów, którym dziękuję za dotychczasową współpracę. Myślę, że w ciągu kilku tygodni wszystkiego się dowiemy. Ja przynajmniej chciałbym, żeby tak się stało. Żebym miał spokojną głowę i mógł się przygotowywać do kolejnego sezonu.

Kluby do końca października nie mogą negocjować z zawodnikami, ale podejrzewam, że nie stosują się do tego "martwego przepisu" i oferty się pojawiają?

- Na dzisiaj ich nie mam, ale chyba będą. A przepis rzeczywiście jest niedorzeczny. Niektórzy zawodnicy zagraniczni już w połowie sezonu mieli podpisane nowe kontrakty, a nam grozi za to 20 tysięcy kary.

Rozmowy o Pana przyszłości we Włókniarzu nie będą miały jednak sensu, jeżeli prezes Maślanka nie zdobędzie pieniędzy i nie spłaci zaległości wobec zawodników.

- Sytuacja jest trudna, wiem o tym dobrze, bo to odczuwam. Włókniarz również wobec mnie ma dosyć duże zaległości. Muszę być i jestem dobrej myśli. Będę czekał na to, co poczyni zarząd klubu, nie tylko prezes Maślanka, bo on sam tego nie udźwignie, choć robi kawał dobrej roboty.

Jeździł Pan w tym sezonie nierówno, z czego to wynikało?

- Trudno powiedzieć. Wszyscy chcemy wygrywać, ale jesteśmy tylko ludźmi i nie zawsze nam wychodzi. Poza tym ktoś w sporcie musi przegrywać. Ja miałem słabszy pierwszy mecz sezonu z Lesznem, bo delikatnie posypał się sprzęt. Potem wszystko układało się dobrze - niestety, do półfinału z Toruniem. Dwoma nieudanymi meczami nie można jednak przekreślać sezonu.

Czy w ogóle była szansa na pokonanie Unibaksu w półfinale?

- Szansa zawsze jest, tylko trzeba ją wykorzystać. My zbyt nisko wygraliśmy u siebie i Toruniu nie obroniliśmy przewagi. Uważam, że w obu tych meczach ogólnie jako drużyna pojechaliśmy słabo. Każdy z nas popełnił jakieś błędy, każdy pogubił punkty. W Toruniu do 10. biegu nie było źle, ale w końcówce pojechaliśmy - jak to się mówi - "masakrycznie" i stało się.

Nie było tak, że Włókniarza zabrakło w finale, bo w drużynie brakowało chemii? Że zawodnicy mówili jedno, a trener robił swoje? Że nie dogadywaliście się między sobą?

- Nam zdarzało się popełniać błędy na torze, a trenerowi w jego przygotowaniu, ale ja nie zamierzam nikogo obwiniać. Powinniśmy sobie radzić w każdych warunkach. Co do układów między zawodnikami, to z Nickim Pedersenem czy Lee Richardsonem na torze za bardzo nie da się współpracować. Oni jeździli i jeżdżą indywidualnie, startują i patrzą na siebie. Takie są moje odczucia.

Wie Pan, co mówi, bo np. z Richardsonem jeździł w parze.

- Nie układało nam się. Lee jeździł jak jeździł, nie wiem dlaczego. W Bydgoszczy był podobno chory, trudno mi to wszystko wytłumaczyć. Tak jak mówiłem wcześniej, popełnialiśmy sporo błędów i to na pewno odbiło się na wyniku. Ci, którzy zostaną w klubie, będą musieli o tym pogadać. Po to, aby w przyszłym sezonie było łatwiej.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki.