Siatkówka. Jak będzie w Radomiu

W czwartek częstochowski AZS rozegra trzeci z serii czterech kolejnych meczów wyjazdowych. W Radomiu zmierzy się z Jadarem
Terminarz meczów jest dla akademików co najmniej niefortunny. Otworzyli sezon w hali Polonia, a na kolejny mecz w u siebie muszą czekać aż do 28 listopada. Wszystko przez Klubowy Puchar Europy. Wystąpi w nim Skra Bełchatów, która miała przyjechać do Częstochowy 4 listopada, a przyjedzie dopiero 17 grudnia. Mimo "trudnego kalendarza" drużyna Grzegorza Wagnera efektownie rozpoczęła sezon. Łatwo pokonała AZS UWM Olsztyn, z dwóch wyjazdów (do Bydgoszczy i Warszawy), wygrywając tie breaki, przywiozła cztery punkty i jest jedną z trzech niepokonanych drużyn PlusLigi. Jak spisze się w Radomiu? Rywale są w identycznej sytuacji jak warszawska Politechnika przed trzecią kolejką. Nie zdobyli jeszcze punktu - ba, nawet jednego seta - i zamykają tabelę. Takie są jednak suche fakty. Gdy zagłębić się w szczegóły, okaże się, że radomianie, owszem, przegrali trzy mecze, ale z bardzo silnymi rywalami: Resovią Rzeszów, Jastrzębskim Węglem i Zaksą Kędzierzyn-Koźle. Od tego ostatniego dostali tęgie baty (w setach do 16, 17, 20), co jednak może być dowodem nie tylko siły Zaksy, ale też coraz większej frustracji w drużynie Jadaru, która w pierwszych dwóch meczach walczyła, zdobywała po 23, 27 punktów i ponosiła ładne porażki. Dla zespołu Jana Sucha mecz z AZS-em będzie miał podwójną wagę. Jadar zagra nie tylko o pierwsze punkty, ale również o przekonanie, że jest w stanie walczyć nie tylko ładnie, ale i skutecznie.

Gospodarze mają kilka atutów. Największy to oczywiście Robert Prygiel, który mimo 33 lat wciąż jest atakującym dużego formatu. W trzech pierwszych meczach zdobył 32 punkty i miał 48-procentową skuteczność. Jadar ma jednak nie tylko Prygla, ale również niezłych skrzydłowych: Macieja Pawlińskiego, Sirianisa Hernadeza oraz dwóch prezentujących zbliżony, dobry poziom rozgrywających: Jarosława Maciończyka i drugiego z Kubańczyków Maikela Salasa. Jeżeli dodać jeszcze trójkę niezłych środkowych: Michała Kaczmarka i Arkadiusza Terleckiego oraz Grzegorza Kosoka, okaże się, że w Radomiu jest naprawdę ciekawy zespół. Ciekawy, ale chyba nie na tyle silny, aby odebrać punkty rozpędzonym akademikom. Pod warunkiem jednak, że zagrają przynajmniej tak skutecznie jak w Warszawie czy Bydgoszczy. Z wykorzystaniem trudnej szybującej zagrywki, z dokładnym - przynajmniej 50-procentowym - przyjęciem i skuteczną grą w obronie.

Wygrywający mecz za meczem AZS pojedzie do Radomia w roli faworyta, ale Grzegorz Wagner jest ostrożny. - Ten faworyt to jest wasz wymysł - mówi trener akademików. - Owszem, zdobyliśmy punkty w dwóch wyjazdowych meczach, ale to już za nami. O tym już zapomnieliśmy, myślimy o Jadarze; chcemy w Radomiu wygrać. Czy się uda? Najważniejsze, żebyśmy zagrali dobrze, a jeżeli tak będzie, to na pewno jakieś punkty przywieziemy.

Wagner zwraca uwagę na to, że rywale wcale nie grają tak źle, jak by się mogło wydawać. - Widzieliśmy te trzy mecze. Grając z Resovią i Jastrzębskim Węglem, gubili się w końcówkach setów i przez to nic nie ugrali. Ten zespół ma potencjał, a wyniki nie odzwierciedlają jego siły.

Początek meczu w Radomiu o godz. 18.



Dla "Gazety"

Łukasz Wiśniewski

środkowy AZS-u

Chcielibyśmy zdobyć w Radomiu punkty i o nie powalczymy. Nie będzie jednak łatwo, bo Jadar, grając u siebie, będzie chciał coś udowodnić - pokazać, że również potrafi zwyciężać. Nam trzy pierwsze mecze udało się wygrać, ale pamiętajmy, że te najtrudniejsze - z Bełchatowem, Rzeszowem, Jastrzębiem - dopiero przed nami. Zobaczymy, jak w nich wypadniemy. Po nich będzie można nas oceniać. Ja liczę, że trener, tak jak w Bydgoszczy i Warszawie, znowu da mi szansę. Do optymalnej formy jeszcze mi trochę brakuje, ale wierzę, że przyjdzie ona na najważniejsze mecze. Nie czuję się najlepiej w bloku, trzeba popracować nad szczegółami. Not: ti