Sport.pl

Żużel. Włókniarz na krawędzi

Wygląda na to, że najbliższa przyszłość częstochowskiego Włókniarza leży w rękach... Komisji do spraw Licencji Speedway Ekstraligi. Bo klub raczej nie zdąży spłacić w wymaganym terminie długów
- Trwają rozmowy, jestem w ciągłych rozjazdach - mówi prezes Marian Maślanka. - Jest spora grupa przyjaciół, która nam pomaga w tej trudnej sytuacji, ale wielu też jest i takich, którzy uważają, że to jest nasz problem.

Kluby ekstraligi mają do 4 listopada złożyć dokumenty zaświadczające, że nie mają zadłużeń. Wiadomo, że Włókniarz ma kilkaset tysięcy zaległości. - Nie mamy zobowiązań wobec ZUS-u czy urzędu skarbowego - przyznaje prezes. - Chodzi tylko o żużlowców. Część pieniędzy wysłałem w ostatnich dniach, ale jak mówię, ciągle coś się dzieje i nie jesteśmy w stanie wyliczyć dokładnie, ile tego będzie w chwili składania dokumentów. Nic jednak nie wskazuje na to, żebyśmy mieli spłacić wszystko.

Niewywiązanie się z wymogów licencyjnych oznacza, że klub nie otrzymuje licencji na starty w Speedway Ekstralidze w przyszłym roku. Niestety, wcale nie oznacza to, że automatycznie ląduje w I lidze. Sprawa nie jest taka prosta, bo chcąc jeździć na drugim szczeblu rozgrywek, także trzeba wypełnić wymogi licencyjne, tyle że do grudnia. A jeśli nie udaje się znaleźć sponsorów na jazdę w ekstralidze, to nieprawdopodobne wydaje się, aby byli chętni do wyłożenia pieniędzy na klub I-ligowy. Łatwo więc sobie uświadomić, na co narażony jest Włókniarz.

- Wszystko zależy od komisji licencyjnej - nie ukrywa prezes Maślanka. - Mamy nadzieję, że spojrzy na nas przychylnym okiem i pójdzie nam na rękę, dając więcej czasu i akceptując nasz program spłat. Warto było zrozumieć, że tydzień przed rozgrywkami zostaliśmy bez głównego sponsora i nasz budżet zmalał o 30 procent. Podjęliśmy ryzyko, jechaliśmy dalej i gdyby był finał, pewnie udałoby się wyjść na zero, finału jednak nie było i jesteśmy, gdzie jesteśmy. To także efekt tego, że wiele obietnic, które padły, gdy decydowaliśmy o tym, czy mimo kłopotów jeździć dalej w ekstralidze, nie zostało zrealizowanych.

Czy można jednak liczyć na przychylność komisji? - Wielokrotnie już bywało, że przedłużano terminy związane z wydawanie licencji - mówi prezes. - Zobaczymy, jak będzie teraz.

Szansą Włókniarza jest to, że kłopoty z wypełnieniem w terminie wymogów może mieć więcej klubów. Bo - przepisy przepisami - ale członkowie komisji na pewno mają świadomość, że zastąpienie dwóch czy trzech drużyn zespołami z I ligi może nie tylko wpłynąć na znaczne obniżenie atrakcyjności przyszłorocznych rozgrywek, ale okazać się nierealne. Bo kandydatów do ekstraligi nie widać, właściwie jedyny to klub z Rzeszowa (tamtejsi działacze jasno mówią, że są zainteresowani zajęciem ewentualnego wolnego miejsca w ekstralidze). Przecież z I ligi awansowała już Unia Tarnów, a drugie miejsce w niej i prawo udziału w barażach wywalczyli Łotysze z Daugavpils, którzy choćby chcieli w najwyższej klasie rozgrywkowej jeździć nie mogą (zrezygnowali nawet z baraży z Atlasem Wrocław). Spadkowicz z ekstraligi - gdańskie Wybrzeże - ma jeszcze większe problemy niż Włókniarz i walczy o przetrwanie.

Kto, obok częstochowskiego klubu, może być zmuszony do liczenia na dobrą wolę komisji ? Wiadomo, że pewne problemy ze zbilansowanie zakończonego sezonu mają także klubu z Wrocławia i Bydgoszczy. Trudno jednak powiedzieć, jak sobie poradzą.

W tej sytuacji we Włókniarzu nie myśli się o kontraktach zawodników i budowaniu zespołu na przyszły sezon. Nie jest tajemnicą, że Greg Hancock, Nicki Pedersen czy Lee Richardson mają propozycje z innych klubów. - Zawodnicy oczywiście dopytują, jak jest, a ja mówię im szczerze - przyznaje prezes.