Grzegorz Wagner: Potrzebna cierpliwość

Kalendarz rozgrywek jest taki, że po czterech meczach siatkarze częstochowskiego AZS-u mają kilka dni przerwy. Była więc okazja, aby poprosić trenera Grzegorza Wagnera o ocenę tego okresu
Tadeusz Iwanicki: Czy jest Pan zadowolony z tego, co pokazał zespół na początku rozgrywek?

Grzegorz Wagner: Powiem tak: po czterech meczach mamy siedem punktów. Mogło być lepiej, chociaż nie jest najgorzej. Nasz start na pewno był pozytywny, ale ostatni występ w Radomiu trochę ten obraz zamazał. Po wygranej w Bydgoszczy, skąd przywieźliśmy dwa punkty, oczekiwania względem drużyny od razu się zmieniły. Pamiętajmy jednak, że mamy za sobą trzy wyjazdy, w których zdobyliśmy cztery punkty. Oczywiście mogło być lepiej, szkoda, że w Radomiu nie ugraliśmy nic, ale tak to już jest. W sporcie nie zawsze się wygrywa. W Warszawie po dwóch średnich setach drużyna się podniosła i wywalczyła dwa punkty. Z Jadarem się nie udało i jest pewien niedosyt. Cieszę się z tego, co zdobyliśmy, i tego, co pokazaliśmy na boisku. Na tle Bydgoszczy czy Politechniki po względem fizycznym wypadliśmy bardzo dobrze, co również jest bardzo ważne.

Czy po czterech kolejkach może Pan powiedzieć, że jest spokojny o zespół? O to, że udźwignie bagaż oczekiwań?

- Tak na dobrą sprawę to ja nie wiem, jakie te oczekiwania są, chociaż dostrzegam, że z kolejki na kolejkę rosną. Pewnie, że czuję, że damy sobie radę. Najważniejsze, abyśmy grali dobrze, i póki co nam się to udaje. Oczywiście wyłączając ten ostatni mecz w Radomiu.

W jakim stopniu w uzyskaniu lepszego wyniku w Radomiu przeszkodziły Wam problemy zdrowotne?

- Choroby i kontuzje w sporcie się zdarzają i trzeba z tym żyć. Marek Kardos w Warszawie pokazał, że potrafi zmienić grę. Od jego wejścia spisywaliśmy się lepiej. W Radomiu nie mogłem z niego skorzystać i teraz można tylko gdybać, co byłoby gdyby. Na pewno lepiej mieć do dyspozycji dwóch rozgrywających niż jednego, w dodatku młodego. Fabian trochę się zagotował, ale miał do tego prawo. Piotrek Łuka był z nami w Radomiu, ale wpuszczanie go na boisko nie miało sensu. Tak jak Marek brał antybiotyki i miał ciężką infekcję.

W pierwszych meczach z dobrej strony pokazał się Bartosz Janeczek, który miał jednak i słabsze momenty. Jak je Pan tłumaczy?

- Ja już mówiłem przed ligą, że u tych młodych ludzi wahania będą i musimy się do tego przyzwyczaić. Oczywiście czasem tych wahnięć będzie mniej, ale trzeba się uzbroić w cierpliwość. Dotyczy to nie tylko Bartka, ale także Fabiana czy Pawła [Drzyzgi i Zatorskiego - przyp. red.]. Pamiętajmy, że przed sezonem doszło do dużych zmian w szóstce, m.in. na pozycji rozgrywającego. Wracając do Bartka. Tego chłopaka nie można oceniać przez pryzmat meczu w Radomiu. Tam wszyscy zagrali słabo. On wypadł gorzej niż wcześniej, ale być może został surowo oceniony dlatego, że przyzwyczaił nas do dużo lepszej gry.

Poza Janeczkiem na plus zaskoczył w pierwszych meczach Łukasz Wiśniewski. On już w ubiegłym sezonie pokazał się z dobrej strony, ale że teraz będzie grał aż tak dobrze, chyba mało kto się spodziewał.

- Ten chłopak przede wszystkim nie miał fartu w swojej karierze. W wieku 17 lat zerwał więzadła krzyżowe, a do tego była jeszcze łękotka. To musiało na jakiś czas zastopować jego rozwój. Przykład Wiśniewskiego pokazuje, że mamy wyrównany zespół. Że na każdej pozycji są zawodnicy o zbliżonym poziomie, którzy zawsze mogą dostać szansę. Tym bardziej że sezon mamy długi, a w grudniu i styczniu grania będzie mnóstwo.

Czy tę szansę dostanie również Krzysztof Wierzbowski, który od trzech sezonów siedzi na ławce rezerwowych?

- Krzysiek ma w drużynie trudną rolę i ja też nad tym boleję, że nie gra. Nie jest jednak na straconej pozycji. Ten chłopak ma papiery na granie, fajne warunki fizyczne i spore umiejętności, ale na boisku może być tylko sześciu zawodników. Zawsze będzie ktoś niezadowolony. Zmiennicy muszą znać swoją rolę. Wiem, że to jest trudne do zaakceptowania, ale taki jest sport i nic tutaj nie wymyśli. No, chyba że doczekamy się siatkówki dwunastoosobowej.

W poniedziałek gracie z Resovią, która pokazała, że jest zespołem nieporównywalnie silniejszym niż w poprzednim sezonie...

- I uważam, że nie stoimy na straconej pozycji. Resovia się wzmocniła, transfery Redwitza i Ahrema okazały się trafione. Brazylijczyk bardzo szybko zaaklimatyzował się w zespole, świetnie współpracuje z Oivanenem i Ahremem. Do tego w Rzeszowie mają w kadrze innych dobrej klasy zawodników, którzy w dodatku są tam drugi sezon. Resovia to klasowa drużyna, ale my już raz z nią wygraliśmy. Co prawda na turnieju, ale jednak. Uważam, że wszystko jest możliwe.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki