Sport.pl

SPORTY SAMOLOTOWE. W Aeroklubie pamiętali o zmarłym koledze

Impreza dla amatorów i zawodowców - tak w skrócie można było określić III Jurajskie Zawody Samolotowe o Memoriał Piotra Sikorskiego.
W imprezie oprócz najlepszych polskich pilotów startowali także ci, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z lotnictwem.

W rajdowo-nawigacyjnych zawodach startowały dwuosobowe załogi: piloci oraz ich synowie, córki i żony w roli nawigatorów. Zwycięzca, Krzysztof Wieczorek z Krakowa, startował z synem Kamilem, który - kilka tygodni temu - zdobył licencję pilota. - W memoriale wystartowałem za namową syna - przyznaje Krzysztof Wieczorek. - Chciał zobaczyć, jak wygląda start w zawodach sportowych. I cieszę się, że mnie namówił. Zawody były mało stresujące, takie trochę piknikowe. Z drugiej strony wygrana to dla mojego syna wielki sukces i zachęta do latania sportowego.

Krzysztof i Kamil Wieczorkowie uzbierali jedynie 83 punkty karne. Tuż za nimi uplasowali się Janusz Darocha z Aeroklubu Częstochowskiego z córką Igą, którym naliczono 92 punkty karne. Trzecią lokatę zajęli Marek i Michał Kachaniakowie z Rzeszowa - ojciec i syn ze 115 punktami karnymi. Na czwartym miejscu znaleźli się częstochowianie - rodzeństwo Marcin i Rafał Skalikowie.

- Formuła zawodów jest trafiona - podkreślał najlepszy obecnie pilot świata Janusz Darocha. - Trochę nie sprzyjała nam pogoda, co spowodowało, że wiele załóg, które zgłosiły chęć uczestnictwa, nie mogło dolecieć do Rudnik. Z córką latało mi się bardzo dobrze. To była sama przyjemność, relaks. Nawet za bardzo - jak na zawody - rozluźniliśmy się. Druga trasa przechodziła koło naszego domu. Widzieliśmy go z góry. Poprosiłem córkę, żeby zrobiła zdjęcie. A 200-300 metrów dalej był znak, którego nie zauważyliśmy - dodaje z uśmiechem.

III Jurajskie Zawody Samolotowe były Memoriałem Piotra Sikorskiego - częstochowskiego pilota, który 22 lipca 2007 roku zginął wraz z żoną, synem i dwójką przyjaciół podczas wypadku lotniczego. - Piotr jako pilot imponował wiedzą. Był wyjątkowo zdyscyplinowany - podkreśla prezes aeroklubów: polskiego i częstochowskiego Włodzimierz Skalik. - Chętnie służył swoim doświadczeniem. Był konkretny, kreatywny, swoją postawą mobilizował innych do pracy. Budził zaufanie, jak mało kto. Dla mnie był po prostu przyjacielem.