Siatkówka. AZS znowu wysoko w PlusLidze

Wygrywając w środę w Jastrzębiu i w niedzielę w hali Polonia z Resovią, siatkarze Tytana AZS-u ponownie zostali wiceliderem tabeli PlusLigi.
Akademicy rozpoczęli sezon niemrawo, ale dwa ostatnie występy były dla nich wyjątkowo udane. Po zwycięstwie nad Jastrzębskim Węglem umocnili się w środku tabeli, a trzy punkty wywalczone w meczu z liderem z Rzeszowa pozwoliły im przebić się na drugie miejsce - tuż za plecy Skry Bełchatów. Wczorajsze zwycięstwo mogło być bardziej efektowne, ale goście wygrali wyrównaną końcówkę trzeciej partii, dzięki czemu uratowali honor. Na więcej nie było ich stać. Między innymi dlatego, że ich największa gwiazda - Niemiec Gyorgy Grozer - nie miała najlepszego dnia.

- My byliśmy dzisiaj wyjątkowo dobrze skoncentrowani i dlatego zdobyliśmy trzy punkty - podkreślał najskuteczniejszy wśród częstochowian (22 pkt) Bartosz Janeczek. - W sumie w krótkim czasie dopisaliśmy sobie sześć, co bardzo nas cieszy. Wyraźnie się rozkręcamy, czujemy się coraz mocniejsi i wierzymy, że będziemy wygrywać nadal.

W meczu z Tytanem w wyjściowym składzie Resovii pojawił się pozyskany latem reprezentant Włoch Matej Cernić i to jemu rzeszowianie zawdzięczają fakt, że w pierwszym secie prowadzili z Tytanem wyrównaną walkę. Skrzydłowy sprytnymi atakami obijał blok, punktował też Grozer i częstochowianie, choć grali bardzo dobrze, długo nie mogli uzyskać większej przewagi. Rywale pękli dopiero w końcówce, kiedy asa posłał Dawid Murek, a kontrataki skończyli Janeczek i Krzysztof Gierczyński.

W drugiej partii o zwycięstwo było już łatwiej. Poirytowany swoimi błędami i niedokładnościami w rozegraniu młodego Michała Baranowicza Grozer oddawał akademikom punkt po punkcie i Tytan szybko odskoczył na 8:3. Kibice z Rzeszowa śpiewali, aby ich siatkarze pokazali charakter, ale ich prośby na nic się zdały. Dzięki skutecznej zagrywce w drugiej części seta Tytan jeszcze powiększył przewagę i wygrał bardzo wyraźnie do 16. Mógł wygrać cały mecz 3:0. W trzeciej partii podejmował walkę w trudnych momentach (było 5:8, 16:19, 20:22), ale goście dopięli swego, wykorzystując szybującą zagrywkę wprowadzonego na boisko Amerykanina Ryana Millara.

- Wygraliśmy trzeciego seta, w czwartym było dobrze, ale zaczęły się błędy, które przesądziły o naszej porażce. Nie pamiętam meczu, aby Resovia popełniła tyle błędów co dzisiaj. Doliczyłem się ich aż 38 - wyliczał trener gości Ljubomir Travica.

W czwartym secie Resovia początkowo prowadziła, ale później walczyła już głównie z własnymi słabościami. Częstochowianie wygrali zasłużenie, w czym udział miała cała drużyna. Tym razem na duże brawa zasłużył jednak Fabian Drzyzga, który zagrał o klasę lepiej niż w przegranym meczu ze Skrą Bełchatów.

- Takie spadki formy, jak widzieliśmy dziś u rywali, będą zdarzać się częściej - komentował trener Tytana Marek Kardos. - Gramy sobota - środa, do tego dojdą puchary. Nie będzie czasu na trening i nas też kryzys kiedyś dopadnie. Ale dziś cieszymy się z trzech punktów.

Tytan AZS Częstochowa 3 (25, 25, 23, 25)

Asseco Resovia Rzeszów 1 (22, 16, 25, 23)

Tytan AZS: Drzyzga, Gierczyński, Wiśniewski, Janeczek, Murek, Nowakowski, Dębiec (libero) - Oczko, Gradowski, Sobala.

Resovia: Baranowicz, Cernić, Perłowski, Grozer, Akhrem, Grzyb, Ignaczak (libero) - Millar, Józefacki, Kosok.