Michał Dębiec wierzy w awans

Rewanż będzie trudny, ale musimy być pewni, że przy pomocy kibiców odrobimy straty z Tel Awiwu, wygramy ?złotego seta? i awansujemy - mówi po przegranej z Maccabi libero Tytana AZS-u Michał Dębiec
Rozmowa z Michałem Dębcem

Tadeusz Iwanicki: Jak należy odbierać Waszą wtorkową porażkę w pucharowym meczu w Tel Awiwie? Zagraliście w rezerwowym składzie, ale wyniku 0:3 chyba nikt się nie spodziewał.

Michał Dębiec: Nam nie wyszedł ten mecz zupełnie, a rywale zagrali bardzo dobrze. Nie popełniali błędów i wygrali zasłużenie. To był trudny wyjazd. Nie przespaliśmy dwóch z trzech nocy, gospodarze ciągle zmieniali terminy rozruchów i treningów. Może to nas nie usprawiedliwia, ale na pewno w jakimś stopniu wpłynęło na naszą postawę. Przegraliśmy ten mecz i potraktujemy to jak kubeł zimnej wody. Poza tym może dobrze się stało, że ta pierwsza porażka przytrafiła nam się w Tel Awiwie, a nie na przykład w Wieluniu. Mamy przecież jeszcze rewanż i wierzę, że przejdziemy tego przeciwnika. Rewanż będzie trudny, ale musimy być pewni, że przy pomocy kibiców odrobimy straty, wygramy "złotego seta" i awansujemy dalej.

Ostatnie tygodnie to dla was pasmo ligowych zwycięstw. Zdobyliście m.in. trzy punkty w Bydgoszczy, co akurat pana powinno cieszyć szczególnie.

- No tak. Teraz mogę powiedzieć, że nie był to dla mnie zwyczajny kolejny mecz. Nie chciałem nikomu niczego udowadniać, ale przyznaję, że było trochę nerwów, bo zależało mi na tym, żeby się dobrze zaprezentować przed publicznością, dla której grałem przez kilka lat. Udało się. Zagraliśmy tam dobre spotkanie, wygraliśmy 3:0 i po tym ciężkim wyjeździe mamy powody do zadowolenia. Ciężkim, bo do Bydgoszczy i z powrotem podróżowaliśmy w sumie 20 godzin.

Bawi się pan w statystyki? Liczy zwycięstwa, wygrane sety, tygodnie bez porażki?

- Trochę mi to już przeszło. Wcześniej wszystko liczyłem, śledziłem, kto co pisze w internecie, teraz mniej. Ale o tym, że wygraliśmy sześć meczów z rzędu w lidze, wiem doskonale. Ta seria zrobiła na wszystkich wrażenie, ale my nie zamierzamy na tym poprzestawać. Teraz chcemy wygrać w Wieluniu z Pamapolem, chociaż to wcale nie będzie takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Wielokrotnie już mówiłem, że w tej lidze nie ma słabych rywali, że do każdego meczu trzeba się dobrze przygotować, żeby wygrać. I tak samo będzie w Wieluniu.

Mówi się, że grając co trzy dni, drużyny nie są w stanie ustabilizować formy, że nakładające się zmęczenie wpływa na poziom meczów. Jak to się dzieje, że drużyna, której przed sezonem nikt nie stawiał w roli faworytów, tak dobrze sobie radzi ze wszystkimi problemami?

- Także w naszym przypadku zmęczenie daje o sobie znać, ale ważne, żebyśmy nie nabijali sobie tym głowy. Po prostu musimy wychodzić na kolejny trening czy mecz i dawać z siebie wszystko. Szkoda tylko, że pogodę mamy teraz, jaką mamy, i dodatkowo trudno o stabilne samopoczucie.

Czy po kilku miesiącach spędzonych w Częstochowie poczuł się pan już mieszkańcem miasta?

- Można powiedzieć, że Częstochowę już znam, chociaż na zwiedzanie czasu za bardzo nie miałem, bo ciągle jestem czymś zajęty. Ważne, że mam już tutaj znajomych, bliżej poznałem kolegów z drużyny i ich rodziny. Na więcej przyjdzie czas.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki