Triatlon. Cześnik jedną nogą w Londynie

Maria Cześnik, zawodniczka częstochowskiego WLKS-u Kmicic, jest niemal pewna kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie w Londynie.
W tej chwili triatlonistka przebywa w Australii, gdzie trenuje od kilkunastu tygodni. W ostatnich dniach wystartowała w zawodach Pucharu Świata, i był to występ bardzo udany. Cześnik zajęła 17. miejsce w stawce 65 zawodniczek. Zdobyła dzięki temu kolejne punkty do listy rankingowej przed olimpiadą. W tej chwili jest na niej 26., a do Londynu zakwalifikuje się 55 najlepszych na świecie zawodniczek. - To oczywiście sport i niczego do końca nie można być pewnym, ale jeśli nie wydarzy się nic złego, Marysia do Londynu pojedzie - mówi Stanisław Sączek z WLKS-u Kmicic.

Pytanie, jaki klub i miasto będzie na olimpiadzie reprezentowa, bo w Kmicicu, jak w większości klubów w mieście, borykają się z problemami finansowymi. Działacze robią, co mogą, aby zapewnić zawodniczce odpowiedni warunki, ale Stanisław Sączek przyznaje, że łatwo nie jest i istnieje zagrożenie, że zawodniczka może szukać lepszych warunków do treningów. - Szukamy wsparcia, firm, sponsorów, bo chyba warto byłoby mieć na olimpiadzie kogoś z częstochowskiego klubu - mówi Sączek. - Tym bardziej że trasa triatlonowa będzie tam przebiegała przez samo centrum Londynu, wokół Hyde Parku i pałacu Buckingham. Według szacunków ma wokół niej zgromadzić się nawet pół miliona ludzi.

Cześnik wzięła udział w poprzedniej olimpiadzie w Pekinie jako zawodniczka Akweduktu Kielce, a częstochowski Kmicic miał tam swoją reprezentantkę - Ewę Dederko. Ta druga ma właśnie podjąć treningi po przerwie spowodowanej urodzeniem dziecka. A w klubie jest jeszcze młoda Ewa Bugdoł, która do Londynu się raczej nie zakwalifikuje, ale jest naturalną kandydatką na kolejną olimpiadę.

KOMENTARZ

Piotr Toborek

Czy warto mieć olimpijczyka? Odpowiedź wydaje się dość oczywista tym bardziej jeśli można mieć go za grosze. Bo prawda jest taka, że utrzymanie triatlonisty kosztuje niewiele. Trudno to nawet porównywać z piłkarzem, siatkarzem czy żużlowcem. Skoro miasto może płacić za promocję Włókniarzowi, AZS-owi czy Rakowowi, to czemu nie mogłoby cząstki tej kwoty przekazać niemal pewnej olimpijce, która rozsławia je na tak wyjątkowej imprezie jak igrzyska? Już raz Ewa Dederko straciła szanse na udział w olimpiadzie w Sydney, bo zabrakło 3 tysięcy złotych na wyjazd na zawody Pucharu Świata gdzie pewnie zdobyłaby punkty brakujące do wywalczenia kwalifikacji (była pierwsza na liście triatlonistek, które awansu nie wywalczyły). Oby historia się nie powtórzyła...