Żużel. Mecz w Tarnowie ponownie odwołany

Prezesi ekstraligi mogli we wtorek podjąć decyzję o odwołaniu meczu w Tarnowie. Jeden z nich nie wziął jednak udziału w głosowaniu (nieoficjalnie wiadomo, że szefowa WTS-u Wrocław Krystyna Kloc) i Włókniarz po raz drugi musiał ponieść koszty związane z podróżą zawodników
Prognoza pogody dla Tarnowa była zła - zapowiadano intensywne opady deszczu także w godzinach meczu. Chcąc uniknąć niepotrzebnych kosztów, działacze Włókniarza i Tauronu Azoty podjęli działania, aby wcześniej odwołać zawody.

- Komisarz ligi zwołał głosowanie prezesów klubów Speedway Ekstraligi jeszcze we wtorek - mówi menedżer Włókniarza Jarosław Dymek. - Niestety, jeden z ośmiu nie wziął w nim udziału, co traktowane jest jako głos sprzeciwu. Tymczasem aby odwołać mecz, potrzebna była zgoda wszystkich. Można powiedzieć, że jedna nieodpowiedzialna osoba przysporzyła nam niepotrzebnych kosztów. Jakie by one nie były, a uzbiera się tego trochę, w naszej trudnej sytuacji to i tak jest bardzo dużo. To niedorzeczne, że ktoś z fotela oddalonego od nas o 200 km decyduje o naszym budżecie.

Przed godz. 17 menedżer wracał już do Częstochowy. Niepotrzebną i kosztowną podróż odbyli też zawodnicy: Grigorij Łaguta z Łotwy, Peter Karlsson ze Szwecji, Daniel Nermark z Anglii.

- Niektórzy nie dotarli na miejsce i oszczędzili przynajmniej na paliwie - dodaje Dymek. - Wiedząc, jaka jest sytuacja w Tarnowie, że odwołanie meczu to formalność, po prostu kazaliśmy im się zatrzymać na golonce. Ja przed godz. 16 w obecności sędziego podpisałem protokół i ruszyłem w ekstremalną podróż do Częstochowy. Ekstremalną, bo w takich warunkach nie trudno o wypadek. Prawie zginęliśmy kiedy dzika skoda wirowała nam przed oczami.

Decyzja, kiedy włókniarze po raz trzeci wybiorą się do Tarnowa, na razie jeszcze nie zapadła. - Byliśmy umówieni, że pojedziemy 22 lipca. To wbrew regulaminowi (zawody powinny być rozegrane przed 17 lipca), ale innego wolnego terminu nie ma - wyjaśnia Dymek. - W piątek rozpoczyna się Puchar Świata i zawodnicy mają obowiązki kadrowe. W tej sytuacji można powiedzieć, że regulamin jest martwy i trzeba klubom pójść na rękę. Świat się nie zawali przez tych kilka dni. Po prostu chcemy wystartować w najsilniejszych składach.