Gierczyński: Jasna Góra nam pomogła, więc wygraliśmy

- Siedząc podczas złotego seta na ławce rezerwowych mówiłem chłopakom, że Jasna Góra nam pomoże. Że wydarzy się cud i wygramy - opowiada swoje finałowe przeżycia jeden ze zwycięzców Krzysztof Gierczyński.
Artur Kucharski: Data 31 marca 2012 roku przejdzie do historii klubu. Jesteście drugim polskim klubem po Płomieniu Milowice, który zdobył europejski puchar CEV. Gratulacje.

Krzysztof Gierczyński: Dziękuję. Super sprawa. To niesamowite uczucie podnieść europejski puchar i stać na tym podium, gdy kibice krzyczą AZS, AZS. Po 23 latach gry w europejskich pucharach nasz klub sięgnął wreszcie po puchar. I nie ważne, że jest to Challenge Cup. Puchar to puchar. Jest nasz i będzie od dziś zdobił klubową gablotę. Ten puchar wydarliśmy Warszawie w dramatycznych okolicznościach. W złotym secie, który przejdzie do historii częstochowskiej siatkówki. W tym roku rozegraliśmy trzy złote sety i nie przegraliśmy ani jednego. Dzisiaj zdołaliśmy się pozbierać w ostatniej chwili. Jesteśmy drużyną na złoty medal w tym pucharze.

Gdy w złotym secie przegrywaliście 0:6 niewielu chyba wierzyło, że puchar zostanie w Częstochowie

- W sporcie jest tak, że trzeba wierzyć w zwycięstwo i walczyć do samego końca. Gdy rozmawialiśmy po pierwszym finale Challenge Cup w Warszawie mówiłem, że zostawiliśmy serca na boisku. Dziś zostawiliśmy serca, zdrowie i nie wiem jeszcze co. Siedząc podczas złotego seta na ławce rezerwowych mówiłem chłopakom, że Jasna Góra nam pomoże. Że wydarzy się cud i wygramy. A tak na poważnie to doskonale pamiętam, jak w lidze prowadziliśmy w tym sezonie z Warszawą 24:18 w trzecim secie. Brakowało nam oczka i wygralibyśmy mecz 3:0. Przegraliśmy wtedy tego seta i cały mecz. Dziś się historia odwróciła. 6:0 prowadziła Warszawa i była już chyba pewna swego. A na Jasną Górę oczywiście musimy się wybrać

Dzisiaj też prowadziliście 2:0 w setach i zanosiło się na gładkie zwycięstwo. Dlaczego w trzecim secie nie postawiliście kropki nad i?

- Faktycznie, dwa pierwsze sety zagraliśmy bardzo dobrze i też sądziłem, że ten mecz może się szybko skończyć. Przed trzecim setem przestrzegaliśmy się jednak, że Warszawa nie ma już nic do stracenia i postawi wszystko na jedną kartę. I tak się stało. Im szło, a my nie mogliśmy się odnaleźć. I tak z wyniku 2:0 zrobiło się 2:3. Rywale też chyba lepiej wytrzymali ten mecz fizycznie.

Przed rozpoczęciem złotego seta kibice skandowali "AZS my wierzymy". Dziś kibice po byli waszym ósmym zawodnikiem

Wierzyliśmy przed złotym setem, że wygramy, ale początek był tragiczny. Ja przywołałem Jasną Górę, Adrian Hunek mówił z kolei, że nadzieja umiera ostatnia. Jak goniliśmy Warszawę i odrabialiśmy punkt za punktem to wiedzieliśmy, że rywale pękną. I tak się stało. Ogromnie się cieszymy, że mamy ten puchar. Pokonaliśmy kilku europejskich przeciwników i udowodniliśmy, że ten puchar nam się należy. Dziękujemy kibicom za niesamowity doping. Bardzo nam pomogli. Mam nadzieję, że teraz hala Polonia będzie wypełniać się kibicami. Bo Tytan AZS Częstochowa to uznana marka w Europie.

To twój największy sukces w karierze?

- Mam kilka medali mistrzostw Polski, choć bez złotego. W 2008 roku wraz z Częstochową wywalczyłem Puchar Polski. Dziś z Tytanem AZS Częstochowa mam Challenge Cup. Ten europejski puchar będzie chyba najcenniejszy. Jeszcze ten sukces do mnie nie dotarł. Muszę się z tym przespać. Przemyśleć to i w to uwierzyć, bo mam jeszcze przed oczyma ten wynik 0:6 ze złotego seta.

Potwierdzam, masz Challenge Cup!

- Cieszę się niesamowicie. Nie udało się w ostatnich latach innym polskim zespołom wspiąć się na szczyt w Europie. Skra Bełchatów była bardzo, bardzo blisko wygrania w Lidze Mistrzów. Dziś to Tytan AZS Częstochowa ma europejski puchar. Jako drugi klub w historii polskiej siatkówki. Mam nadzieję, że w lidze uda nam się w play-off wywalczyć miejsce premiowane grą w europejskich pucharach w kolejnym sezonie. Ten puchar do czegoś zobowiązuje.

Rozmawiał Artur Kucharski