Kardos o wygranej w Bełchatowie: Złapaliśmy wiatr w żagle

Siatkarze częstochowskiego AZS-u są w tym sezonie najsłabszym zespołem ligi (tak pokazuje tabela), ale jednocześnie specjalistami od sprawiania dużego kalibru niespodzianek. W sobotę, wygrywając 3:2 w Bełchatowie, odebrali dwa punkty PGE Skrze. Jak to możliwe?


Rozmowa z Markiem Kardosem

Tadeusz Iwanicki: W tym sezonie wygraliście z Resovią i Skrą, odebraliście punkt Zaksie i na tym praktycznie koniec. Jak to się dzieje, że potraficie powalczyć z najsilniejszymi, a z zespołami znacznie słabszymi przegrywacie dość gładko?

Marek Kardos: Prawda jest taka, że w meczach, które wygraliśmy, może z wyjątkiem tego z Resovią, nasi przeciwnicy mieli problemy ze zdrowiem. A gdy w szóstce brakuje dwóch czy trzech zawodników, to na boisku to czuć. My potrafiliśmy to wykorzystać, wiedząc o problemach rywali, łapaliśmy wiatr w żagle i wygrywaliśmy.

Problemy rywali to jedno, ale żeby wygrać, trzeba mimo wszystko mieć jakieś atuty.

- Wygrywaliśmy między innymi dzięki bardzo dobrej grze Grześka Boćka. Bo druga prawda jest taka, że gdy Grześkowi nie idzie, to się męczymy. W Bełchatowie miał bardzo dobre zawody. Nie tylko on, ale większość chłopaków. Oni nie zawsze potrafią grać na równym poziomie, ale tym razem wypadli korzystnie.

Kilka godzin przez meczem w PlusLidze większość zawodników rozegrało ze Skrą pojedynek o punkty w Młodej Lidze. Można się było obawiać, że nie podołają tak dużemu obciążeniu, tymczasem nie był to dla nich żaden problem.

- W tym drugim meczu Grzesiek Bociek tak naprawdę rozkręcał się od połowy drugiego i trzeciego seta, a w czwartym i piątym grał już na miarę swoich możliwości. On ma taką charakterystykę, że potrzebuje rozgrzewać się dłużej i to, że grał więcej, zadziałało korzystnie. Generalnie problemu ze zmęczeniem nie było. Nie bez powodu. My trenujemy dużo i długo więc o to, że zawodnicy wytrzymają takie obciążenie, byliśmy spokojni.

Młody libero Kacper Piechocki wypadł o niebo lepiej od swojego vis-a-vis, równie młodego Kacpra Turobosia (zastępował Pawła Zatorskiego) i miał spory wkład w zwycięstwo.

- Widziałem go podczas eliminacji mistrzostw Europy kadetów na Słowacji. Tam to nie był ten sam Kacper, co podczas meczu w Bełchatowie. W przyjęciu nie robił takich błędów jak wcześniej, bardzo dobrze grał w obronie. Potrafił podbić piłkę po ataku Wlazłego, który miał pojedynczy blok. Nie biegał po boisku, a trzymając się taktyki, wykonywał swoje zadania.

W rundzie zasadniczej do rozegrania pozostały jeszcze tylko dwie kolejki, a potem będziecie walczyć o dziewiąte miejsce. Najpewniej z Indykpolem Olsztyn, a nie jak wcześniej się wydawało z Treflem Gdańsk.

- Nie jest powiedziane, że to będzie Olsztyn, bo zdobycia jest jeszcze sześć punktów. A tak naprawdę to jest nam obojętne, na kogo trafimy. I jedni, i drudzy wygrywali z nami w rundzie zasadniczej i w play-out spróbujemy im się zrewanżować.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki