AZS pokonał Transfer i wystąpi w ćwierćfinale Pucharu Polski

Po emocjonującym, ciekawym meczu AZS pokonał w środę 3:1 Transfer Bydgoszcz i awansował do turnieju finału Pucharu Polski. W kolejnym pojedynku, już w ramach finałów, zmierzy się z Asseco Resovią Rzeszów. - Mam nadzieję, że zaczniemy wreszcie tutaj wygrywać. Jak widać mamy fajny zespół, który sporo potrafi i ma charakter - podsumował młody libero akademików Kacper Piechocki.
W tabeli PlusLigi oba zespoły dzieliła jedna pozycja i jeden punkt, ale ostatnie wyniki nakazywały więcej szans na awans do ćwierćfinału dać gościom, którzy wygrali (z Pucharem Polski włącznie) cztery spotkania z rzędu. Bydgoszczanie wystawili na AZS inny skład niż przed kilkoma dniami w Kędzierzynie. Na ławce rezerwowych usiedli atakujący reprezentacji USA Carson Clark i Marcin Wika, a zastąpili ich dobrze znany w Częstochowie Bartosz Janeczek i Marcin Waliński. Te zmiany mogły wpłynąć na jakość gry Transferu. Ale jeżeli nawet, to pojawiało się pytanie, czy AZS będzie w stanie to wykorzystać. Mecz zaczął się dobrze dla akademików (m.in. po błędach w ataku Walińskiego było 4:1). Potem AZS długo utrzymywał 2-3-punktową przewagę. Pozwolił się doścignąć tuż przed przerwą, kiedy Janeczek wygrał dla Transferu emocjonującą wymianę. Dwie kolejne długie akcje zakończone skutecznymi blokami dały z kolei rywalom sukces w końcówce i prowadzenie w meczu.

Druga partia miała zbliżony przebieg, chociaż na pewno była bardziej wyrównana. Częstochowianie długo przeważali, ale znowu oddali prowadzenie w końcówce. Było 22:21 dla Transferu, ale biało-zieloni zdobyli się na zryw i ku uciesze garstki najwierniejszych kibiców doprowadzili do wyrównania w meczu.

Imponujący zryw, seria zagrywek Mariusza Marcyniaka i skutecznych ataków szalejącego pod siatką Dawida Murka przesądziły z kolei o sukcesie akademików w trzeciej partii. Goście prowadzili w niej 16:13, a przegrali 18:25. Na boisku był już wówczas wprowadzony przy stanie 9:7 Wika. Trener Vital Heynen w trudnym momencie próbował wprowadzić do gry także Clarka, ale szybko zdjął Amerykanina z boiska. Widząc, że żarty się skończyły, w czwartym secie postawił na najsilniejszy skład, ale rozpędzony AZS nie pozwolił sobie wyrwać szansy na pucharowy sukces.

- Taaak, suuuper - krzyczał do swoich zawodników trener Marek Kardos, gdy ci raz za razem obijali blok gości i zdobywali punkty blokiem. Przewagę zbudowali sobie bardzo szybko, a potem, wykorzystując m.in. nerwową atmosferę po drugiej stronie siatki (żółta kartka za protesty Pawła Woickiego w kierunku sędziego), jeszcze ją powiększyli. Cztery punkty zapasu wystarczyły do tego, aby wygrać pewnie do 21 i mecz 3:1.

- Z taką grą jak dzisiaj moglibyśmy sporo ugrać w lidze - oceniał po meczu Kacper Piechocki. - Nie wiem dlaczego raz zdarzają się nam takie mecze i porażki jak z Treflem, a innym razem, prezentujemy się dużo, dużo lepiej i potrafimy pokonać Bydgoszcz. Oby takich występów jak dzisiaj było dużo, dużo więcej.

- Jesteśmy rozczarowani wynikiem, ale też naszą grą - komentował po meczu środkowy bydgoszczan Wojciech Jurkiewicz. - Zaczęliśmy kiepsko, ale mimo wszystko udało się wygrać pierwszego seta. Wierzyłem w to, że wygrana mimo słabiej gry doda nam wiary w zwycięstwo, że od drugiego seta będzie lepiej. Niestety, drugiego seta przegraliśmy w końcówce, a to co stało się w trzecim jest dla mnie niewytłumaczalne. Prowadziliśmy 16:13, a skończyło się kompletną deklasacją.

AZS Częstochowa 3 (22, 25, 25, 25)

Transfer Bydgoszcz 1 (25, 23, 18, 21)

AZS: Buczek, Murek, Vesely, Kaczyński, Hebda, Marcyniak, Piechocki (libero) - Kamiński, Kaźmierczak, Bednorz

Transfer: Woicki, Muagututia, Wieczorek, Janeczek, Waliński, Jurkiewicz, Bonisławski (libero) - Clark, Salas, Nowakowski, Wika