Po porażce z Zaksą. Obraz AZS-u zamazany

Na otwarcie sezonu AZS przegrał w piątek z Zaksą 0:3. Wynik nie jest wielkim zaskoczeniem, chociaż byli tacy, którzy liczyli na niespodziankę.
W ubiegłym sezonie AZS rozczarował. W 12-zespołowej PlusLidze zajął przedostatnie miejsce i dlatego zdecydowano się gruntowanie przemeblować kadrę. Postawiono m.in. na trójkę obcokrajowców (trzeci ma wkrótce dołączyć do częstochowian), grupę młodzieży i kilku doświadczonych Polaków, wśród nich Michała Bąkiewicza, który zimą zawiesił kontrakt w związku z problemami zdrowotnymi. Niestety, szybko okazało się, że na Bąkiewicza trudno będzie liczyć. Doświadczonemu przyjmującemu tuż przed pierwszym meczem odnowiła się kontuzja pleców i dziś nie wiadomo, jak szybko (a być może nawet czy w ogóle) będzie w stanie pomagać drużynie.

W związku z kontuzją kapitana obraz zespołu trochę się zamazał. Bąkiewicz miał być jednym z filarów defensywy, tymczasem już w pierwszym meczu musiał go zastąpić pozyskany niedawno Maksim Khilko. Białorusin nie grał źle, można nawet powiedzieć, że zaliczył udany debiut. Czy udało mu się zastąpić "Bąka", powiedzieć jest jednak równie trudno, jak ocenić, czy z tym drugim w składzie AZS sprawiłby Zaksie więcej problemów.

Kędzierzynianie zaprezentowali w piątek solidną siatkówkę. Widać było, że mają ogromne rezerwy, i w sytuacji gdy trzeba było odrobić straty bądź przycisnąć w końcówce, czerpali z nich, wzmacniając zagrywkę i atak. Poza tym mieli w składzie znakomicie broniącego Pawła Zatorskiego. Libero ze złotej drużyny Stephane'a Antigi pokazał wielką klasę. Został wybrany na MVP spotkania.

W starciu z jednym z faworytów do wygrania całej ligi AZS nie miał wiele do powiedzenia. Za tydzień pojedzie do Jastrzębia i o wygranie choćby seta będzie mu równie trudno, jak w piątek. Więcej o możliwościach drużyny będzie można natomiast powiedzieć po kolejnych spotkaniach - w Warszawie z Politechniką i w Częstochowie z Cerradem Czarnymi Radom. Jeżeli AZS miałby w tym sezonie wypaść lepiej niż w ostatnim, powinien w nich zdobyć jakieś punkty. To wtedy się okaże, jaką wartość mają transfery. Jakiej klasy graczami są wspomniany na początku Khilko, Mateusz Przybyła czy rozgrywający Hiszpan Miguel De Amo. Ten ostatni za występ przeciwko Zaksie zebrał sporo pochlebnych recenzji. Grał odważnie i szybko, potrafił zaskakiwać rywali sprytnymi kiwkami, w trudnych momentach dogrywać piłki do środkowych. Jeżeli wybierano by najlepszego gracza przegranej drużyny, Hiszpan raczej nie miałby konkurencji. Dziś można powiedzieć, że stanowi sporą wartość dla AZS-u. Ale z poważniejszą oceną, zarówno jego, jak i zespołu, trzeba się jeszcze wstrzymać.

Więcej o: