AZS pięknie walczył w Jastrzębiu. Sensacja była bardzo blisko

Siatkarze AZS-u przegrali w drugiej kolejce PlusLigi wyjazdowy mecz z Jastrzębskim Węglem, ale zdobywając dwa sety, odebrali rywalom punkt. A byli krok od wywołania sensacji. W tie-breaku ulegli rywalom 13:15.
Częstochowianie jechali do Jastrzębia na pożarcie. Spodziewano się, że przegrają gładko, tymczasem walczyli o zwycięstwo i potrafili sprawić niespodziankę. Ten wynik trzeba docenić bez względu na to, że w drużynie Jastrzębskiego Węgla zabrakło pozyskanego latem Niemca Denisa Kaliberdy, a Michał Łasko - jej największa gwiazda - wchodził na boisko na krótkie zmiany. Wśród akademików udany debiut zaliczył środkowy Artur Udrys (zdobył 11 punktów), który dzień wcześniej został potwierdzony do gry w częstochowskiej drużynie. Docenić trzeba niezmordowanych Michała Kaczyńskiego i Bartosza Janeczka. Obaj atakowali w sumie aż 78 razy, i to z naprawdę niezłym skutkiem. Warto też zwrócić uwagę, że AZS wygrał rywalizację w bloku.

W porównaniu z pierwszym meczem sezonu przeciwko Zaksie AZS zagrał w nieco zmienionym składzie. Janeczek wystąpił w roli przyjmującego, a w podstawowym składzie pojawił się również wspomniany Udrys.

Początek pojedynku był udany zarówno dla Białorusina i Janeczka, jak i dla całej drużyny. Akademicy bardzo dobrze przyjmowali serwis, nieźle grali w ataku. Przewagę uzyskali mniej więcej w połowie partii przy serwisie Rafała Szymury. Młody skrzydłowy popisał się asem, udało się również wyprowadzić kontratak, po którym punkt zdobył Udrys. AZS objął prowadzenie 14:11, a tuż przed przerwą techniczną jeszcze powiększył przewagę (było 16:12 po ataku Janeczka). Gospodarze zdołali odrobić straty dzięki świetnej postawie Zbigniewa Bartmana, ale końcówka częstochowian była piorunująca. Konkretnie Janeczka, który zdobył cztery punkty z rzędu i dał drużynie prowadzenie w meczu.

Porażka podziałała na rywali jak zimny prysznic. W drugiej partii AZS próbował walczyć, ale gospodarze utrudnili serwis i to przesądziło o ich zwycięstwie do 19. W trzeciej natomiast rozbili akademików do 11. - Nie potrafiliśmy kończyć setów przy negatywnym przyjęciu - tłumaczy przyczyny niepowodzeń trener Marek Kardos. To był nasz problem w tej części meczu.

Szybko się okazało, że to nie był koniec emocji. W kolejnym secie trzy tysiące kibiców zobaczyło odmieniony AZS i było świadkami walki punkt za punkt. Drużyny zmieniały się na prowadzeniu, ale żadnej nie udało się odskoczyć na więcej niż 2 punkty (wyjątkiem było prowadzenie AZS-u 4:1). Wśród częstochowian podobali się najczęściej wykorzystywani przez Hiszpana De Amo Janeczek i Kaczyński, chociaż docenić trzeba również Udrysa, który zdobył trzy punkty, w tym jeden w samej końcówce. AZS okazał się lepszy w walce na przewagi i zdobył pierwszy w sezonie meczowy punkt a w tie-breaku potrafił się oprzeć natarciu jastrzębian. Na prowadzenie nie wyszedł co prawda ani razu, ale doprowadził do emocjonującej końcówki. Bartmanowi, którego nieudany atak zakończył czwartą partię, tym razem nie zadrżała jednak ręka. To on przeprowadził decydujący atak w meczu i zapewnił gospodarzom skromne zwycięstwo.

- Pozytywne jest to, że wygraliśmy dwa sety, które były na styku, rozgrywane punkt za punkt - cieszy się trener Kardos. - W tie braku mieliśmy swoją szansę, ale nie potrafiliśmy jej wykorzystać. Generalnie przegraliśmy, bo popełniliśmy dwa błędy więcej.

Kardos podkreślał bardzo dobrą grę De Amo oraz Janeczka, który, jak stwierdził" pokazał to, co za najlepszych czasów. - Prezentował się znakomicie, grał mądrze i popełniał bardzo mało błędów - wyjaśnił Słowak.

Jastrzębski Węgiel 3 (23, 25, 25, 26, 15)

AZS Częstochowa 2 (25, 19, 11, 28, 13)

Jastrzębski Węgiel: Masny, Gierczyński, Czarnowski, Malinowski, Bartman, Pajenk, Wojtaszek (libero) - Popiwczak, Kosok, Filippov, Łasko.

AZS: De Amo, Janeczek, Przybyła, Kaczyński, Szymura, Udrys, Stańczak (libero) - Napiórkowski, Khilko, Buczek, Marcyniak.