Sport.pl

Mateusz Przybyła o tie-breaku z Politechniką: Ciężko było im się przeciwstawić

AZS Częstochowa przegrał w poniedziałek z warszawską Politechniką 2:3, ale zdobył wreszcie punkt. - Bardzo chcieliśmy wygrać, odwrócić ten mecz, ale Warszawa w tie-breaku wróciła do swojej gry i okazała się lepsza - mówi środkowy częstochowian Mateusz Przybyła.
Tadeusz Iwanicki: Po przegranych w dwóch pierwszych setach doprowadziliście do remisu, w tie-breaku mieliście za sobą doping kibiców, a mimo to nie potrafiliście wygrać. Czego tym razem zabrakło?

Mateusz Przybyła: - Trudno tak na gorąco powiedzieć, czego zabrakło. Trzeba spojrzeć w statystyki, one pewnie to pokażą. Faktem jest, że na początku mieliśmy problem ze skończeniem pierwszej akcji. Potem, w trzecim i czwartym secie, fajnie walczyliśmy. Bardzo chcieliśmy wygrać, odwrócić ten mecz, ale Warszawa w tie-breaku wróciła do swojej gry i okazała się lepsza. Ciężko było im się przeciwstawić. Generalnie dobrze, że się obudziliśmy i mamy chociaż ten jeden punkt.

Dzisiaj było lepiej niż w ostatnich meczach. Jaki miał w tym udział Guillaume Samica i w jakim stopniu ten gracz może wam pomóc w tym sezonie?

- Ogromnie nam pomaga, i to nie tylko na boisku. Poza nim wprowadza taką mentalną świeżość. Inna sprawa, że my mimo tych wszystkich porażek jakoś sobie mentalnie radziliśmy. Atmosfera nie była zła.

Teraz kilka dni przerwy na święta, a po nich mecz z Cerradem Radom. Może tam uda się przerwać serię porażek?

- Mamy trochę wolnego, spędzimy ten czas z rodziną, ale będzie też okazja do przeanalizowania błędów. Po to, żeby po świętach wrócić do grania z naładowanymi bateriami. A Radom? Od zwycięstwa nad nimi zaczęło się w pierwszej rundzie nasze malutkie punktowanie. U nas wygraliśmy z nimi wyraźnie i jeżeli będziemy nadal tak pracować na treningach jak dotychczas, możemy pozytywnie patrzeć w przyszłość.

Z twoim zdrowiem wszystko jest już OK, ale z tego, co wiem, ostatnio miałeś trochę kłopotów?

- Tak naprawdę, to mały uraz wykluczył mnie ostatnio z gry w pełnym wymiarze. Z Politechniką byłem na boisku cały czas, czuję, że wracam już do pełni zdrowia.

Więcej o: