Żużel. Kibice i prezes wierzą w sukces Włókniarza

W piątek w hali Polonia kibice Włókniarza spotkali się z zawodnikami, którzy już za niespełna miesiąc walczyć będą o punkty w żużlowej ekstralidze. Poznali też nowego prezesa - Pawła Mizgalskiego, którego przyjęli wręcz entuzjastycznie.
Mizgalski to w żużlowym światku postać całkiem nowa. Jest częstochowianinem, ma 33 lata, kilka lat temu pracował jako dziennikarz w Radiu FON, pisał także do "Życia Częstochowskiego". Ostatnie lata spędził jednak w Wielkiej Brytanii, gdzie pracował jako menedżer. Od tego tygodnia będzie już oficjalnym sternikiem biało-zielonych. Zastąpił Marka Polaczka, który - jak brzmi klubowy komunikat - wraca do pracy w firmie K.J.G Company.

Nowy prezes - jak zapewnia - nie boi się nowych wyzwań. A kiedy tylko pojawił się na scenie w piątkowy wieczór, usłyszał od kibiców zapewnienie: "Jesteśmy z tobą! Prezesie, jesteśmy z Tobą!".

Cezary Wachelka: Marek Polaczek stał na czele Włókniarza niespełna trzy miesiące. Teraz pan przejmuje od niego obowiązki szefa klubu. Dlaczego doszło da takiej zmiany?

Paweł Mizgalski: Włókniarz wszedł w taki etap funkcjonowania, w którym klub musi działać tak, jak firma. To proces, który dotyczy wielu klubów sportowych w naszym kraju, nie tylko żużlowych. Wszystko musi dobrze funkcjonować, musi być poukładane. Mam tutaj na myśli dział trenerski i sportowy, biuro itd. To właśnie jest dla mnie wyzwanie, aby poukładać to dobrze i żeby później - kiedy już zaczną się rozgrywki - nie było jakichś niespodzianek.

Czy nowy prezes Włókniarza czuje tremę?

- Ja jestem optymistą. Na razie mnóstwo rzeczy jest dla mnie nowych, muszę wejść mocno w to wszystko, rozeznać się, pewne rzeczy przemyśleć. Pewnie, że czuję tremę, ale mam wiele osób obok siebie, na których pomoc będę mógł liczyć. Chciałbym przede wszystkim podkreślić zasługi pana Marka Polaczka, który zrobił wiele, aby ta drużyna powstała i była gotowa do startu w nowym sezonie. Podkreślę również olbrzymie zasługi pana Mariana Maślanki, który przez wiele lat dbał o to, aby żużel w Częstochowie był na jak najwyższym poziomie. Na pewno na ich pomoc i wielkie doświadczenie będę mógł liczyć.

A drużyna? Co pan myśli o tym składzie?

- Skład, który udało się stworzyć, jest nieobliczalny, to taka wybuchowa mieszanka, która powinna zapewnić nam zakwalifikowanie się do czołowej ósemki i tym samym utrzymanie w lidze. I na tym przede wszystkim nam zależy. Mamy doświadczonych zawodników, na przykład Grigorija Łagutę, są też młodzi, którzy będą chcieli wywalczyć sobie miejsce w składzie i pokazać się z jak najlepszej strony. Liczę na to, że będziemy świadkami wielu wspaniałych chwil. Zawodnikom pomoże też sztab szkoleniowy. Udało się zatrudnić pana Janusza Stachyrę, który zna się przecież doskonale na żużlu. Mamy Sławka Drabika, Jarka Dymka. To są profesjonaliści.

Macie także najlepszych w Polsce kibiców...

- To prawda. Ich doping będzie drużynie naprawdę bardzo potrzebny. Są to wspaniali kibice, co zresztą widać było w hali Polonia.

Rozmawiał Cezary Wachelka