Mirosław Jabłoński: Dziury, koleiny, po prostu czarny sport

Jeszcze kilka miesięcy temu Mirosława Jabłoński był zawodnikiem Startu Gniezno, który próbował "wyrzucić" Włókniarza z ekstraligi. W nowym sezonie ma być jednym z tych, którzy widowiskową jazdą porwą częstochowskich kibiców. W środę "Jabłuszko" w parze Griszą Łagutą trenował przy Olsztyńskiej.
Tadeusz Iwanicki: Jak przebiegają przygotowania?

- Ja jeżdżę od ubiegłego tygodnia. W Gnieźnie miałem trzy sesje treningowe, teraz tutaj dwie więc można powiedzieć, że było tego sporo. Musimy na naszym torze jeździć jak najwięcej. Potrzebujemy tego my i tor również, bo musi się ułożyć. Dosypana nowa nawierzchnia nie związała się jeszcze ze starą i w trakcie treningu robią się dziury na pół koła. Męczymy się w związku z tym trochę, ale nie narzekamy. Sprawdzamy wszystko, ustawiamy sprzęt i na ile można poprawiamy technikę jazdy. Mamy nadzieję, że do meczu z Lesznem wszystko będzie grało na sto procent.

W środę warunki na torze były o niebo lepsze niż w niedzielę, ale do ideału wciąż daleko...

- No tak. Dziury, koleiny, po prostu czarny sport. Ale jeżeli poradzimy sobie w takich warunkach, to później będzie już tylko łatwiej.

Spodziewasz się, że Włókniarz będzie jeździł na bardziej przyczepnym torze niż w minionym sezonie?

- Pewnie tak będzie. Zwłaszcza na starcie, bo z tego co wiem chłopaki preferują takie warunki. Ale na dystansie żadnej "przyczepy" nie będzie. Normalny, odsypujący się tor. Do ścigania i efektownej walki, która da satysfakcję kibicom.

Rozumiem, że tak jak większość zawodników Włókniarza lubisz gdy jest trochę "pod koło"?

- Każdy lubi, gdy tylko ma na czym jechać w takich warunkach. Bo na przyczepniejszy tor trzeba mieć przygotowany odpowiedni motocykl. Jak się takiego nie ma, to na wygrane nie ma co liczyć.

W weekend macie dwa sparingi z Orłem Łódź. Jak dużą wagę do nich przywiązujecie?

- Dla mnie sparingi są ważne, ale generalnie poświęcam je na testy. Sprawdzam jeden motocykl, a jeżeli wszystko pasuje odstawiam go na bok i biorę następny. Na tym to przed sezonem polega, dlatego na wyniki nie ma co aż tak bardzo zwracać uwagi.

Trzy tygodnie na przygotowania do meczu w Lesznie to dużo, czy mało?

- Bardzo dużo. W ubiegłym roku trzy tygodnie przed pierwszym meczem wyjechałem na tor, a teraz mam już za sobą dwa tygodnie treningów. Wtedy mi wystarczyło, więc teraz tym bardziej.

Grisza Łaguta to dobry partner do trenowania.

- Bardzo dobry. Dobrze mieć z boku kogoś lepszego. Dzisiaj Grisza wygrał pięć razy, ja cztery. Trochę się pościgaliśmy.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki