Żużel. Kim postraszyć Harrisa? Na pewno nie "Szuminą"

Rafał Szombierski jest w miejscu w jakim jest. Więcej mówi niż robi i na dziś do jazdy się nie nadaje. My z Jarkiem Dymkiem go nie skreślamy. Ale musi pokazać, że chce i będzie nad sobą pracował - mówi trener Włókniarza Janusz Stachyra.
Rozmowa z Januszem Stachyrą

Tadeusz Iwanicki: W Lesznie mieliście przegrać wysoko, a po 11 biegach Unia prowadziła ledwie dwoma punktami. Czego zabrakło w końcówce do sprawienia niespodzianki?

Janusz Stachyra: - Ja wiedziałem, że w Lesznie powalczymy i do końca wierzyłem w drużynę. Opinie ekspertów nie były trafione i dotyczy to nie tylko naszego meczu. A czego nam zabrakło do szczęścia? Kilku punktów. Gdyby na przykład Harris zamiast siedmiu zdobył dziesięć, wynik byłby inny. Zaczął dobrze, ale w trzech ostatnich biegach pojechał kiepsko i można powiedzieć, że ten mecz mu nie wyszedł. Nie można go rozliczać po jednym występie, ale prawda jest taka że ze sprzętem nie był dogadany. Ma sporo do zrobienia. On o tym wie, my też i dlatego chcemy, żeby w tym tygodniu przyjechał do Częstochowy potrenować. I przyjedzie, są takie ustalenia.

Czuje pan, że Harris w stu procentach zaangażuje się w starty we Włókniarzu. Że stanie się częścią tej drużyny?

- Musi tak być jeżeli chcemy myśleć o zwycięstwach. My Harrisa nie mamy kim "postraszyć". Rafał Szombierski jest w miejscu w jakim jest. Więcej mówi niż robi i na dziś do jazdy się nie nadaje. Przed wyjazdem do Leszna nas skasował. Był pewien, że punktów tam nie zdobędziemy. Przyzna pan, że takie gadanie nie jest w porządku wobec drużyny. A mówiąc Rafała szansach, to my z Jarkiem Dymkiem go nie skreślamy. Ale musi pokazać, że chce i będzie nad sobą pracował.

A jak pan ocenia występ Mirosława Jabłońskiego i Grzegorza Zengoty, którzy we dwójkę zdobyli punkt mniej od Harrisa?

- Mirek i Grzesiek zaczynali mecz od startów z trzeciego i czwartego toru, a jeżeli ktoś trochę siedzi w żużlu to wie jakie to jest trudne zadanie. Zwłaszcza na obcym torze, w Lesznie, gdzie na dzień dobry "chodzą" pierwsze pola startowe. Jedynki, które przywozili do mety były cenne. Mirek szarpał, w jednym biegu doszło do nieporozumienia między nim a Harrisem, co też miało wpływ na to co dowiózł do mety. Trudno mieć o to pretensje bo oni pierwszy raz w życiu jechali w jednej parze. Muszą się poznać, zgrać i dobrze by było żeby poszło im jak najszybciej. Pewnie, że obaj mogli zdobyć po punkcie więcej. Nie zdobyli, więcej nie zwojował też Harris i trzeba było pogratulować Unii zwycięstwa. Mirek i Grzesiek obawiali się leszczyńskiego toru, chyba nawet bardziej niż rywali. Okazało się, że niepotrzebnie. Był regulaminowy, przyczepny w granicach rozsądku, dobry do ścigania i walki. Jeżeli ktoś miał motocykl dobrze spasowany, to radził sobie na małej, dużej i na środku. Tak jak Grisza, który sam się napędza i coraz wyżej podnosi poprzeczkę. O tego chłopaka na pewno obawiać się nie musimy.

Czy układ sił w drużynie Unii był dla pana zaskoczeniem?

- Wiedziałem, że mają silną młodzież i trzeba im tego pogratulować. Ci młodzi chłopcy pojechali bardzo dobrze, w odróżnieniu od Batchelora czy Balińskiego, którzy niczym nie zaimponowali. Nie wiem dlaczego. Może eksperymentują ze sprzętem, może są inne powody tego że pojechali słabiej. To nie moja sprawa. Mnie interesuje mój zespół, a prawda jest także że zaczęliśmy mecz od porażki 1:5 w biegu juniorów i minęło trochę czasu zanim odrobiliśmy straty. To też miało swoje znaczenie.

Nasza młodzież, niestety nie zachwyciła...

- Ale ja bym tych chłopaków nie potępiał. Wiedzą w jakim są punkcie, wiedzą że muszą pracować i myślę, że pracować będą. U Artura Czai trzeba zrobić trochę porządku w sprzęcie. On sporo potrafi, trzyma gaz i na odpowiednich motocyklach będzie jechał lepiej. Marcin Bubel spóźnia moment startu a na trasie gonić jest trudno. Musi się wziąć do roboty tak jak wszyscy młodzi.

W niedzielę mecz z Polonią, na który wybierają się ponoć tłumy częstochowian. Jak będziecie się do niego przygotowywać?

- W piątek jest zaległy Złoty Kask i dlatego trenować będziemy w czwartek. Musimy pojeździć choćby dlatego, że temperatura w niedzielę ma być wyższa niż ostatnio, a to ma wpływ na motocykle i warunki na torze. Tor musi być naszym atutem. Musimy o nim wiedzieć wszystko.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki