Sport.pl

Kacper Adam: Młodzieniec, który chce zawojować triatlonowy świat [WYWIAD]

Triatlonista Kacper Adam ma 21 lat, na koncie pierwsze sukcesy, a w planach starty na morderczym dystansie Ironman. - Mnie zawsze kręciły dyscypliny wytrzymałościowe. Z tego typu wysiłku czerpię największą radość. Walka ze sobą, przełamywanie ograniczeń, rozwój - to jest to! - mówi młody częstochowianin.
Rozmowa z Kacprem Adamem

Tadeusz Iwanicki: Od czego w twoim przypadku rozpoczęła się przygoda z triatlonem?

Kacper Adam: Wszystko zaczęło się od pływania w UKS-ie Atut, gdzie trenowałem pod okiem małżeństwa trenerów Wąsowiczów. Między innymi oni ukształtowali mnie od strony pływackiej. Potem doszło bieganie i był dwubój nowoczesny, a z czasem strzelanie i trójbój. Do gimnazjum realizowałem trening ukierunkowany na wieloboje, konkretnie na pięciobój nowoczesny. Jednak mnie zawsze kręciły dyscypliny wytrzymałościowe. Dlatego szybko przestawiłem się na triatlon i długie dystanse. Z tego typu wysiłku czerpię największą radość. Walka ze sobą, przełamywanie ograniczeń, rozwój - to jest to!

Nad formą pracujesz sam czy ktoś koordynuje twój trening?

- Trenerem od biegania jest Cezary Michalski, od kolarstwa Jakub Pieniążek, a od pływania Konrad Dzwonkowski. Wszyscy ze sobą współpracują i analizując moje sugestie, przekazują plan treningowy do realizacji. Przyznaję, że potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby dojść do pewnego schematu. Skoro poprawiam swoje wyniki i zaczynam odnosić sukcesy, to znaczy, że idziemy w dobrym kierunku. Po czterech latach triatlonowego treningu czuję, że jestem w stanie rywalizować z zawodnikami światowej klasy.

Celem są starty na dystansie Ironman, które są dla triatlonistów oknem na świat. Czy tak?

- Ironman jest najbardziej popularną marką wśród triatlonistów. Oni organizują większość imprez na długich dystansach. Niewątpliwie, gdy się wygrywa tzw. zawody half Ironman czy cały dystans Ironman, to odnosi się sukces na miarę światową. To jest mój cel, w tym momencie startuję na dystansach połówkowych. Do osiągania najlepszych wyników na pełnym dystansie potrzebuje jeszcze kilku lat mocnych treningów, tej wydolności, którą osiąga się w wieku około 30 lat. A ja mam 21. To młody wiek jak na dystans Ironman.

Póki co startujesz na średnim i długim dystansie. Odnosisz sukcesy, ale do kadry Polski jakoś nie możesz się dostać. Dlaczego?

- Nie muszę być w kadrze, żeby być najlepszym. Po ostatnim sukcesie na mistrzostwach Europy na średnim dystansie zacząłem się zastanawiać, jak to wszystko u nas funkcjonuje. Polski Związek Triatlonu jakoś się mną nie zainteresował. A przecież nie był to mój pierwszy sukces. Wcześniej zostałem młodzieżowym mistrzem Polski, pokazałem się z dobrej strony na kilku innych imprezach. Przez to, że związek mnie nie dostrzegł, startując na mistrzostwach Europy, nie mogłem zostać sklasyfikowany w oficjalnej kategorii. Wygrałem, ale złotego medalu i tytułu nie otrzymałem. Szkoda, chociaż dla mnie najważniejsze jest zwycięstwo i to, że mogłem się sprawdzić z najlepszymi zawodnikami w Europie i przekonać, że praca, jaką wykonuję, przynosi efekty.

Będziesz nadal pukał do drzwi kadry?

- Wiem, że związek jest w trakcie reorganizacji, zmienił się między innymi prezes. Być może teraz ktoś zwróci na mnie uwagę i zostanę objęty wsparciem programowym. Zobaczymy. Jeżeli nie, to trudno. Nastawiam się na Ironmana, a tam kwestia przynależności do jakiejkolwiek federacji nie ma znaczenia. Wykupuje się licencje, startuje i ten, kto jest najlepszy, wygrywa, bez zbędnych formalności. Oczywiście wszystko objęte jest zasadami zawodowego sportu.

Jaka impreza jest dla ciebie najważniejsza w tym sezonie?

- Ważne były mistrzostwa Europy, a przede mną jeszcze walka o kwalifikację na mistrzostwa świata half Ironman w kategorii wiekowej 18-24. Z czasem chcę wejść do kategorii PRO i czuję, że zbliżam się do rywalizacji na najwyższym poziomie.

Ile kosztują cię sukcesy? Mam na myśli wysiłek, czas, jaki poświęcasz na trening.

- Trenuję od czterech do sześciu godzin dziennie. Triatlon na najwyższym poziomie wymaga poświęcenia, a widzę, że jest jeszcze sporo elementów, które muszę ulepszyć, chcąc być najlepszym na świecie. Trening to jedno, ale odpowiednia regeneracja, masaże, odnowa biologiczna odgrywają kluczową rolę. W tym momencie łączę moją pasję z pracą. Muszę jakoś zarobić na przygotowania, bo triatlon to dosyć kosztowny sport. Działam w naszej rodzinnej firmie.

Co robisz poza uprawianiem sportu?

- Studia na razie odstawiłem, rozwijam się w kierunku treningu i pracy. Priorytetem jest dla mnie sport. Mam wspaniałych rodziców, którzy zaakceptowali moją decyzję i wspierają mnie w rozwijaniu pasji. Ja i moi rodzice wiemy, że dzięki triatlonowi rozwijam się nie tylko fizycznie.

Czy Częstochowa to dobre miejsce do trenowania triatlonu?

- Tak, nigdy nie narzekam na warunki, staram się wykorzystywać to, co jest, i szukać możliwości. Jeśli chodzi o pływanie i bieganie, to u nas jest gdzie bezpiecznie trenować. Każdy, jeśli tylko chce, może stworzyć sobie warunki do treningu. Nieco gorzej jest z jazdą na rowerze. Nie tak dawno miałem wypadek spowodowany przez kierowcę samochodu. Na szczęście skończyło się na ogólnych potłuczeniach. Kiedy mogę i zgromadzę odpowiednie fundusze, wyjeżdżam za granicę. Zimą byłem miesiąc na Majorce, pojeździłem po górkach i nie musiałem się obawiać o zdrowie, bo tam kierowcy naprawdę uważają na kolarzy i traktują ich tak samo jak innych pełnoprawnych użytkowników na drodze.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki

Więcej o: