Włókniarz protestuje i domaga się sprawiedliwości

Losów półfinałowej rywalizacji z Unibaksem nie da się odwrócić. Włókniarz chce jednak dowieść, że wyniki - ten wywalczony na torze i ten ustalony w środę przez władze Ekstraligi - zostały wypaczone
Półfinałowy dwumecz z Unibaksem Toruń przyniósł ogromne emocje i rozstrzygnął się dopiero w ostatnim biegu niedzielnego rewanżu. Gdyby nie defekt Rune Holty na ostatnim okrążeniu, włókniarze wygraliby 49:41 i wywalczyliby awans do finału. Wygrali jednak 47:42, a w środę okazało się, że tylko 44:42.

Do klubu dotarła bowiem informacja o odebraniu trzech punktów Arturowi Czai i w związku z tym o weryfikacji rezultatu z niedzieli. Skąd taka decyzja władz Ekstraligi? Otóż w związku z czerwoną kartką dla Rafała Szombierskiego i ZZ-tką stosowaną za Emila Sajfutdinowa sędzia Marek Wojaczek - ustalając, kto pojedzie w biegach nominowanych - mógł wziąć pod uwagę jedynie trzech zawodników. Czaja w związku z tym zwyczajnie nie miał kogo zastąpić. Arbiter, widząc, że w regulaminie jest luka, miał wątpliwości, co w tej sytuacji zrobić. Konsultował się z przewodniczącym jury zawodów (sprawuje najwyższą kontrolę nad przebiegiem imprezy) i zadecydował, że do protokołu można wpisać Sajfutdinowa, a w jego miejsce Czaję (rezerwa zwykła).

- Nasz menedżer Jarek Dymek pytał sędziego, czy może dokonać zmiany i wystawić Czaję. Utwierdził go w przekonaniu, że tak. Pytał też o to przewodniczącego jury - przypomina wiceprezes Włókniarza Łukasz Kowalski. - Sędzia informację, że w 14. biegu pojedzie Czaja, przekazał spikerowi. Mamy na to świadków.

Decyzja władz Ekstraligi o odebraniu punktów Czai większych konsekwencji nie ma. Można sobie jednak wyobrazić awanturę w sytuacji, gdyby odbierała "Lwom" awans do finału. - Co wtedy? Jedynym rozwiązaniem byłoby powtórzenie meczu - zastanawia się Kowalski. - Teraz wszystko jest już rozstrzygnięte, wiemy, że pojedziemy o brąz, ale chcemy wyjaśnić wszystkie kontrowersje. Mamy swoje argumenty. W imieniu zawodników, 18 tysięcy kibiców, którzy byli na stadionie, i tych, którzy oglądali mecz przed telewizorami oczekujemy od Ekstraligi pisemnego uzasadnienia wyroku na Włókniarza.

Klub w środę wysłał do spółki Ekstraliga Żużlowa (prowadzi żużlowe rozgrywki) jeszcze jedno odwołanie. Dotyczy kluczowej dla losów rewanżu sytuacji z trzeciego wyścigu, kiedy sędzia Wojaczek wykluczył Szombierskiego. "Szumina" upadł na tor przy prowadzeniu 5:1 torunian. Arbiter uznał, że zrobił to celowo, ukarał go czerwoną kartką i wykluczył nie tylko z powtórki, ale do końca meczu. Włókniarz od razu zapowiedział, że będzie protestował. W piśmie argumentuje, że sędzia zbyt surowo potraktował zawodnika, przez co wypaczył wynik meczu.

- Uważamy, że zachowanie Rafała nie wymagało zastosowania art. 69 ust. 3 regulaminu ["W przypadku szczególnie nagannej niesportowej lub niebezpiecznej jazdy zawodnika oraz w przypadku szczególnie nagannego zachowania się lub postępowania zawodnika sędzia wykluczy zawodnika do końca zawodów" - przyp. red.] - tłumaczy wiceprezes Kowalski. - Naszym zdaniem upadek Rafała nie był zachowaniem szczególnie nagannym i niesportowym, a tylko w takich wypadach można dać czerwoną kartkę.

Co ciekawe, sędzia Wojaczek w identycznej sytuacji znalazł się podczas meczu Stali Gorzów z Unią Leszno z rundy zasadniczej. Wtedy nie pokazał czerwonej kartki Łukaszowi Cyranowi, a jedynie wykluczył juniora gospodarzy z biegu za spowodowanie niebezpiecznej sytuacji na torze.