Chmury nad Włókniarzem coraz ciemniejsze [KOMENTARZ]

Dwa dni po tym, jak Włókniarz pochwalił się transferem Grzegorza Walaska, o pieniądze, które winny jest częstochowski klub, upomniał się Emil Sajfutdinow. Rosjanin o pomoc zwrócił się do prezydenta i częstochowskich radnych.
Jest już przesądzone, że jeżeli w ogóle klub otrzyma licencję na sezon 2014, to tzw. nadzorowaną. Włókniarz ma już kompletną drużynę, ale musi jeszcze przekonać żużlowe władze do tego, że wyjdzie z kryzysu. Lada moment odwoła się od decyzji komisji licencyjnej, która odmówiła przyznania licencji w normalnym trybie. Odwołanie jest gotowe, wraz z nim program naprawczy, tymczasem Emil Sajfutdinow przesłał na ręce prezydenta Częstochowy i miejskich radnych list, w którym prosi o pomoc w odzyskaniu zaległych pieniędzy. Jak informuje, Włókniarz jest mu winien w sumie ponad milion złotych (832 tys. 095 zł brutto za 123 wywalczone na torze punkty plus kilka rat z kwoty na przygotowanie do sezonu w wysokości 306 tys. zł brutto). Media informowały o tym już jakiś czas temu, a klub, choć bez szczegółów, potwierdził, że ma wobec Rosjanina zobowiązania. Problem miało rozwiązać porozumienie z zawodnikiem i rozłożenie długu na raty, ale okazuje się, że i z tej umowy klub nie się nie wywiązuje.

- Aby pomóc klubowi w jego ciężkiej sytuacji, po kolejnym spotkaniu mojego menedżera z panem Mizgalskim [prezesem Włókniarza przyp. red.] i panem Kowalskim (do niedawna wiceprezesem), a także po rozmowach telefonicznych z żoną Pana Sukiennika, która jest prokurentem w klubie, a on sam w tym czasie był w areszcie, uzgodniliśmy, iż 400 tys. zł brutto zostanie mi zapłacone do końca listopada 2013, a reszta zaległości została wpisana do aneksu do kontraktu i ma być zapłacona do końca lipca 2014 roku - pisze żużlowiec w liście skierowanym do prezydenta Częstochowy i miejskich radnych. - Niestety, po raz kolejny klub, jak i osoby go reprezentujące nie wywiązały się z zawartych porozumień i do dnia 12.12.2013 roku na moje konto wpłynęła jedynie kwota w wysokości 98 tys. zł brutto, informując mnie, że stara się mocno, aby spłacić zadłużenie w stosunku do mojej osoby, w co ja już nie wierzę, ponieważ takie zapewnienia słyszałem wielokrotnie.

Sajfutdinow wyjaśnia, że negocjacje odnośnie do kontraktu w imieniu klubu prowadził z nim Artur Sukiennik, dyrektor handlowy firmy K.J.G Company, która jest sponsorem klubu. - Zapewniał mnie wraz z osobami z klubu w osobach Pana Mizgalskiego i Kowalskiego, iż klub jest wiarygodnym partnerem i zawsze reguluje wszystkie zobowiązania względem zawodników startujących w drużynie Włókniarza - wyjaśnia Sajfutdinow.

Żużlowiec liczy, że prezydent i radni pomogą mu w rozwiązania problemu. W ostateczności rozważa nawet możliwość skierowania do sądu wniosku o upadłość Włókniarza. Co ciekawe, jego list trafił do magistratu krótko po tym, jak Włókniarz pochwalił się transferem Grzegorza Walaska. Tutaj kontrakt nie został jeszcze podpisany, ale zawarto umowę reklamową z firmą K.J.G. Company. I to najpewniej przelało czarę goryczy.



List Emila Sajfutdinowa do prezydenta i radnych czytaj tutaj

KOMENTARZ

Choć od zakończenia żużlowego sezonu minęło już sporo czasu, kibice nie mogą narzekać na brak emocji. Kluby walczą o zawodników i licencje, zawodnicy z klubami o zaległe pieniądze, działacze wzajemnie się oskarżają. I tak w kółko. Takie sytuacje nikogo już nie szokują. W polskiej żużlowej rzeczywistości to niejako standard (po "finałowej aferze" z Unibaksem nic nikogo chyba już nie zdziwi). Niestety, wygląda na to, że ta zimowa przerwa "należeć będzie" do Włókniarza. Aresztowanie sponsora, bomba z długiem wobec Sajfutdinowa (a w sumie sięgającym ponad 2 milionów złotych), pyskówka z menedżerem Rosjanina i wzajemne oskarżenia, w końcu problemy z licencją. To szereg negatywnych informacji, które powoli wpychają klub w pułapkę. O przyszłość Włókniarza można mieć dziś spore obawy, ale trzeba liczyć, że odpowiedzialne za nią osoby (a za wizerunkowe "samobóje" nie odpowiadają tylko jego władze) zorientują się wreszcie, że nie tędy droga i zadbają to, aby klub wyszedł z tego bałaganu z twarzą.

Tadeusz Iwanicki