Sport.pl

Zero i dwa wykluczenia Jabłońskiego. Co się stało w Lesznie?

Mirosław Jabłoński bardzo dobrze prezentował się w sparingach, ale walcząc o ligowe punkty, najwyraźniej nie wytrzymał ?ciśnienia?. - Motocykl chciał jechać, ale ja nie potrafiłem tego wykorzystać. Trochę za nerwowo podszedłem do sprawy i wyszło jak wyszło - tłumaczył zawodnik, który kończył mecz poobijany.
Tadeusz Iwanicki: W meczu z Unią miałeś być mocnym ogniwem Włókniarza, tymczasem nie zdobyłeś nawet punktu. Co nie zagrało?

Mirosław Jabłoński: - Mirek nie zagrał. Motocykl chciał jechać, ale ja nie potrafiłem tego wykorzystać. Trochę za nerwowo podszedłem do sprawy i wyszło jak wyszło. Dużo też było takich głupich zbiegów okoliczności. Tu kogoś pociągnęło, tu mnie i niestety, nie zdobyłem punktu. Taki jest żużel.

Co trzeba zmienić, żeby było lepiej?

- Wiele nie trzeba zmieniać, jedynie podejść na spokojnie. Wtedy na pewno wszystko zagra.

Tyle że po takim meczu możesz szybko nie dostać szansy...

- Gdybym od razu miał stracić nadzieję, to powinienem zamknąć motocykle w warsztacie i nikomu się nie pokazywać. Ale wiem, że stać mnie na wiele i jeżeli dostanę szansę, na pewno podejdę do meczu trochę inaczej.

Generalnie mogliście chyba dzisiaj zdobyć więcej niż 38 punktów?

- Zabrakło moich powiedzmy pięciu oczek. Gdybym je zdobył, byłoby 47:43, a nie 52:38. Niestety, popełniłem za dużo błędów.

Jeździliście w Lesznie, ale tak jakby nie w Lesznie. Mówię o torze, który znacznie różnił się od tego, na jaki gospodarze przygotowywali w ubiegłym roku.

- Czy był zupełnie inny? Chyba aż tak bardzo nie odbiegał od tego sprzed roku. Był odmoczony, kleił dość mocno i na pewno nie był taki twardy, jak opowiadali leszczynianie. To był normalny tor do ścigania. Może nie tak dziurawy jak zawsze.

Rozmawiał Tadeusz Iwanicki

Więcej o: