Siedmiu chętnych na trzy medale w żużlowej ekstralidze

67. edycja drużynowych mistrzostw Polski może przynieść więcej emocji, niż się wydaje. A potwierdzeniem tych słów niech będą wyniki 1. kolejki
Tegoroczny "sezon ogórkowy" kibicom żużla minął bardzo szybko. Najpierw wszyscy żyli rejteradą Unibaxu z meczu finałowego i związanymi z tym konsekwencjami. Później wybuchła wojna pomiędzy organizatorami cyklów Grand Prix i IME pokazująca po raz kolejny miejsce Polski na mapie wpływów FIM, następnie z cyklu wyłaniającego indywidualnego mistrza świata wycofał się Emil Sajfutdinow, idąc śladem przetartym kilka miesięcy wcześniej przez Tomasza Golloba.

Teraz rozpoczyna się jednak to, co najważniejsze - rozgrywki polskiej Enea Ekstraligi. Kto ma największe szanse na sukces? Swoistym ewenementem jest to, iż zdaniem wielu ekspertów faworytem rozgrywek jest drużyna mająca 8 punktów straty do reszty stawki. Żużlowcy Unibaxu muszą odpokutować wycofanie się z finałowej batalii ubiegłorocznego sezonu. Patrząc zdroworozsądkowo, należy zauważyć, że w związku ze zmniejszeniem liczebności ekstraligi żużlowcy z Grodu Kopernika mają zaledwie czternaście spotkań na odrobienie strat. Teraz już trzynaście, bo w minioną niedzielę doznali sensacyjnej porażki w Gdańsku. Problemem dream teamu z Torunia może być tak zwany team spirit, o który ciężko, gdy w jednej drużynie znajduje się czterech czołowych zawodników świata. We znaki mogą się im dawać również kontuzje. Wiadomo już, że w pierwszych spotkaniach nie wystąpi Darcy Ward, który nabawił się urazu podczas otwierającego cykl Grand Prix turnieju w Auckland.

Inni? Teoretycznie pewne miejsca w play-offach powinny być zespoły z Leszna i Zielonej Góry. Problemem zielonogórzan może być jedynie trudna do załatania luka po Patryku Dudku w formacji juniorskiej. Ani Adam Strzelec, ani Kamil Adamczewski, ani tym bardziej Alex Zgardziński nie są w stanie bowiem zastąpić laureata nagrody FIM Rookie of the Year, a wynik z pierwszej kolejki zdaje się to potwierdzać. Za ekipą Rafała Dobruckiego przemawia fakt, iż od kilku lat trzon drużyny pozostaje bez zmian. Ale czy to wystarczy do obrony tytułu?

Pozyskanie Nickiego Pedersena sprawiło, że do grupy faworytów ligi zaczęto zaliczać "Byki" z Leszna. Zakontraktowanie Duńczyka jest jednak bardzo ryzykowne. Nad trzykrotnym mistrzem świata ciąży swoiste fatum - żaden z zespołów, które w historii swoich startów reprezentował Pedersen, nie sięgnął po mistrzostwo Polski. Mimo wszystko lider cyklu Grand Prix to "maszynka" do zdobywania punktów. W meczu z Włókniarzem wywalczył ich 12, potwierdzając, że w Lesznie mogą na niego liczyć. Tak na marginesie, Pedersen w ciągu kilku tygodni zdążył mieć scysję z Linusem Sundstroemem, sprawił, że dwukrotnie zadrżeli kibice Unibaxu, gdy zajeżdżał drogę Chrisowi Holderowi i wyeliminował na kilka tygodni z jazdy Mateusza Borowicza.

Realne szanse na walkę o medale (być może nawet na zdobycie tytułu MP) wydają się mieć również Unia Tarnów i Stal Gorzów. Najmocniejszym ogniwem tarnowian wydaje się być trener Marek Cieślak. Potrafiący wykrzesać maksimum z każdego zawodnika i jak nikt w Polsce zna tajniki przygotowania toru pod "swoich". Z cienia atakować zamierza Stal Gorzów, która może być "czarnym koniem" ligi. Tym bardziej że świetnie w zawodach towarzyskich radzi sobie nowy nabytek gorzowian Piotr Świderski, do ścisłej czołówki światowej puka Krzysztof Kasprzak, zaś rola Bartosza Zmarzlika jako juniora mogącego w każdej chwili zastąpić któregoś ze starszych kolegów, jest nieprzeceniona. Nie wiadomo, na co stać zespół Sparty Wrocław. Wzmocnienie Maciejem Janowskim i zatrzymanie Taia Woffindena to już sporo, ale pojawia się pytanie, czy indywidualny mistrz świata utrzyma wysoką dyspozycję z ubiegłego roku i jak poradzi sobie na "starych śmieciach" Janowski?

Przed startem ligi żelaznym kandydatem do spadku wydawał się być zespół Wybrzeża Gdańsk, ale wygrana z Unibaksem nakazuje przynajmniej częściowo zweryfikować tę opinię. Za spadkiem Wybrzeża przemawia jednak... tradycja. W ostatnich latach gdańszczanie zaraz po awansie regularnie lądowali w I lidze.