Szombierski dawał do zrozumienia, że nie chce jeździć dla Włókniarza i... został wypożyczony

Od jakiegoś czasu głośno mówiło się, że Rafał Szombierski ma ochotę na wypożyczenie do innego klubu. I właśnie odszedł do I-ligowego ŻKS-u ROW Rybnik.
Chociaż "Szumina" wystartował w trzech meczach ekstraligi i w sumie 11 wyścigach, mógł zmienić klub. Regulamin mówi bowiem, że zawodnik może zmienić barwy, jeśli: "w sezonie rozgrywkowym, w którym mieści się przedział czasowy wypożyczenia, zawodnik zdobył w meczach ligowych nie więcej niż 8 punktów łącznie z punktami bonusowymi" (RPK Art. 243, pkt 1, pkt 4)".

Szombierski dotychczas punktował jedynie w spotkaniu z Falubazem (7 "oczek" i bonus). W Tarnowie z Unią i w minioną niedzielę w Gorzowie ze Stalą jeździł tak, jakby punktów zdobyć nie chciał. Zawodził na całej linii, dojeżdżał do mety na ostatniej pozycji lub rezygnował z jazdy. Gdyby lepiej zaprezentował się w Gorzowie [Relacja z meczu i zdjęciaTUTAJ], mógłby zostać bohaterem Włókniarza i ojcem zwycięstwa nad Stalą. A wydaje się, że był w stanie pojechać lepiej. Kilka dni wcześniej podczas ćwierćfinału IMP w Lublinie zajął z 14 punktami drugą lokatę, a lepszy okazał się m.in. od Grzegorza Zengoty, Krzysztofa Buczkowskiego czy Przemysława Pawlickiego. W Gorzowie i Tarnowie nie dotrzymywał kroku nawet początkującym juniorom.

Do niedawna powrót "Szuminy" do Rybnika wydawał się wykluczony. Prezes Krzysztof Mrozek jeszcze kilka dni temu, podczas rozmowy dla rybnickiego magazynu żużlowego, stwierdził, że aby tak się stało, "Szumina" musiałby przeprosić zarówno jego, jak i Mariana Maślankę. Ale z drugiej strony rybnickie "Rekiny" potrzebowały wsparcia w obliczu fatalnej dyspozycji Chrisa Harrisa, Lewisa Bridgera czy Dawida Stachyry. Trudna sytuacja drużyny sprawiła, że prywatne animozje odeszły w zapomnienie. A Włókniarz? Włókniarz najpierw cofnął zgodę na wypożyczenie, ale widząc, że "z niewolnika nie będzie miał pracownika", oddał Szombierskiego do Rybnika. Zapewne nie za darmo, co w trudnej sytuacji klubu nie jest bez znaczenia.

Szombierski jeździł we Włókniarzu od 2010 roku. Do byłego brązowego medalisty mistrzostw świata juniorów, który motocykl rzucił w kąt i... pracował fizycznie w Niemczech, rękę wyciągnął ówczesny prezes Marian Maślanka. "Szumina" szybko zdobył sympatię częstochowskich kibiców, miewał różne występy (zawalił m.in. ubiegłoroczny półfinał z Unibaksem), ale kibice zawsze mu wybaczali. Teraz najwyraźniej zdecydował się na "strajk włoski", postawił na swoim i wrócił na stare śmieci.