Przyszłość Włókniarza wciąż niepewna. Co zrobi spółka, jak zachowają się władze miasta?

Odkąd Włókniarz SA został wyrzucony z ekstraligi, przybywa pytań dotyczących przyszłości żużla w Częstochowie. Nie wiadomo, czy stowarzyszenie dostanie zgodę na starty w II lidze, jakie będą źródła finansowania drużyny, w końcu, czy uda się posprzątać bałagan, jaki powstał w związku z działalnością zadłużonej spółki.
O optymizm, niestety, łatwo nie jest, ale przynajmniej wygląda na to, że są ludzie, którym zależy na tym, aby wyprowadzić klub na prostą. Fundamentem ma być istniejące od 1946 roku Stowarzyszenie CKM Włókniarz, stojący na jego czele prezes Michał Świącik i kilka pomagających mu osób. Podczas sobotniego memoriału w parku maszyn spotkaliśmy Ireneusza Winiarskiego, który działał w spółce przed trzema laty, był jej udziałowcem i członkiem rady nadzorczej. Jako współwłaściciel firmy Coneco był też sponsorem drużyny, ale z różnych względów odsunął się na bok i dziś współpracuje z klubami z Wrocławia i Ostrowa Wielkopolskiego. Winiarski chce wrócić, pomoc deklarują też inni, ale najczęściej uzależniają ją od tego, czy i jak szybko posprzątany zostanie bałagan po spółce. Sprawa nie jest łatwa. Spółka ogłosiła upadłość układową, chce gospodarzyć na wydzierżawionym od miasta stadionie i spłacać kilkumilionowe długi. Taki plan przedstawił - przynajmniej w rozmowie z "Wyborczą" - prezes Dariusz Śleszyński. Plan, który niesie pewne niebezpieczeństwa - stowarzyszenie, prowadząc swoją działalność, musiałoby być w pewnym stopniu od spółki zależne. A działającym w nim ludzie mają przecież stworzyć coś nowego, przede wszystkim odbudować wiarygodność klubu.

W stowarzyszeniu uważają, że giełda powinna do niego wrócić i być finansową podstawą działalności. Do tego potrzebne są jednak decyzje miasta. Dobra wola już ponoć jest, ale tego, czy zostanie przekuta w konkretne działania, nie wiadomo. Do końca nie wiadomo też, jakie są intencje spółki. Czy jej władze i wszyscy akcjonariusze będą działać z myślą o przyszłości żużla w Częstochowie czy głównie o własnych interesach.

Co gorsza, ciągle nie ma pewności, czy stowarzyszenie dostanie zgodę na start w rozgrywkach w 2015 roku. Tutaj wszystko zależy od żużlowych władz, które mogą odmówić Włókniarzowi przyznania licencji. Dlaczego? Regulamin nie pozwala bowiem na rozgrywanie ligowych zawodów na stadionie użytkowanym wcześniej przez klub, który utracił licencję i ma długi wobec zawodników. Związek może odmówić licencji stowarzyszeniu, ale mając na uwadze to, że stowarzyszenie działa od blisko 70 lat, prowadzi regularnie szkolenie i odnosi sukcesy, może też ją przyznać. Dziś trudno jednak przewidzieć, jakie argumenty weźmie pod uwagę. Wszystko rozstrzygnie się na początku grudnia. Władze stowarzyszenia, ale także spółki i miasta (bo od ich decyzji zależy równie wiele, co od aktywności prezesa Świącika i jego pomocników) mają więc niewiele ponad miesiąc czasu, aby przekonać związek do tego, że Częstochowa zasługuje na szansę i kredyt zaufania.