AZS walczył, ale punkty pojechały do Rzeszowa. W starciu z wiceliderem 0:3

Przed tygodniem w Bełchatowie AZS twardo bił się z PGE Skrą, ale przegrał 0:3. Sobotni pojedynek z Asseco Resovią Rzeszów potoczył się według identycznego scenariusza. Akademicy walczyli, mogli wygrać seta czy dwa, a nie ugrali nic.
Pojedynek z wicemistrzem Polski i jednocześnie wiceliderem PlusLigi przyciągnął do hali na Zawodziu około 2 tys. kibiców, którzy liczyli, że obejrzą ciekawe widowisko. Przyszli też zobaczyć pięciu grających w Resovii mistrzów świata (Fabiana Drzyzgę, Piotra Nowakowskiego, Dawida Konarskiego, Rafała Buszka i Krzysztofa Ignaczaka), a niespodziewanie zobaczyli aż siedmiu. Do Częstochowy bowiem wybrał się trener reprezentacji Polski Stephane Antiga i jego asystent Philippe Blain.

W starciu z Resovią akademicy skazani byli na pożarcie i przegrali 0:3, ale wstydu nie przynieśli. Szkoda jednak, że tak jak przed tygodniem w Bełchatowie nie wykorzystali szansy na wygranie choćby jednego seta. Bo we wszystkich trzech partiach mogli się pokusić o niespodziankę. Zabrakło jednak większej siły ataku, a przede wszystkim zagrywki, a więc dokładnie tego, co w decydujących momentach było atutem gości.

Trener Michał Bąkiewicz tym razem wystawił skład z młodym rozgrywającym Konradem Buczkiem oraz Mateuszem Przybyłą i Michałem Kaczyńskim, którzy ostatnio sporo odpoczywali. Przybyła dwa ostatnie mecze spędził na ławce rezerwowych i z tego względu jego postawie przyglądaliśmy się ze szczególnym zainteresowaniem. "Kaczka" rozpoczął mecz od ataku w blok, ale na szczęście nie pogrążył się w niemocy. Grał co najmniej poprawnie, a ilekroć podejmował ryzyko, wybierając uderzenia po prostej, zdobywał punkty. W pierwszym secie cały zespół grał poprawnie, a gdy mniej więcej w połowie partii oparł się sile zagrywki rzeszowian, można było mieć nadzieje, że pokusi się o niespodziankę. Odrobił trzy punkty straty (było 14:17), walczył do końca, ale tak jak przed tygodniem w Bełchatowie, gdzie wszystkie sety przegrał 23:25, nie był w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Akademicy nie wykorzystali kilku szans w kontrataku i ulegli... 23:25.

W drugiej partii częstochowianie również stawili czoła gwiazdom Resovii. Punktowy blok dał im prowadzenie 11:9, a potem przez długi czas obu drużynom nie udawało się osiągnąć przewagi większej niż jeden punkt. Na ogół prowadził AZS, ale do czasu. Po kolejnym skutecznym, a w dodatku efektownym bloku było 18:17, jednak od tego momentu inicjatywę przejęli goście. Stało się to, czego wszyscy się obawiali. W kluczowym momencie górę wzięło doświadczenie wicemistrzów, którzy grając niemal bezbłędnie, zwyciężyli 25:21.

W czwartym secie przeważała Resovia, ale AZS zdobył się na kilka fragmentów dobrej gry. Trzykrotnie odrabiał straty i obejmował prowadzenie bądź doprowadzał do remisu. Tak było m.in. w samej końcówce, kiedy po dwóch skutecznych blokach udało się wygrać dwie wymiany. Było 21:19, potem dzięki sprytnym zagraniom Giullaume Samiki 23:22. Atak Jochena Schopsa i dwie trudne zagrywki Nikołaja Penczewa dały jednak zwycięstwo Resovii. Ten pierwszy chwilę później odebrał nagrodę dla najlepszego gracza meczu.

AZS Częstochowa 0 (23, 21, 23)

Asseco Resovia 3 (25, 25, 25)

AZS Częstochowa:Buczek, Samika, Przybyła, Kaczyński, Szymura, Udrys, Stańczak (libero) - Napiórkowski, De Amo, Khilko

Asseco Resovia Rzeszów: Tichacek, Penczew, Dryja, Schops, Buszek, Dryja, Ignaczak (libero) - Holmes, Konarski.

Więcej o: